• Wpisów:32
  • Średnio co: 74 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 22:28
  • Licznik odwiedzin:31 727 / 2447 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zrobiłam tak dobre spagetti, że mój narzeczony oświadczył mi się drugi raz
Yeahhh
  • awatar Team Nick: Zapraszam na mojego bloga. :)
  • awatar The Little Princess ♥: @brunonka: no to mnie zagielas faktycznie :(
  • awatar brunonka: @The Little Princess ¤: robi sie zabawnie. Jeśli chcesz, podziel się przepisem! Widzę, że masz wprawę, ale opuściłabym przymiotnik i zostawiła rzeczownik. Dobrze Cię określa. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Mój Luby mnie zostawił i poszedł sobie gdzieś z kolegami na gej party.
Opróżniłam butelkę wina, opróżniłam paczkę ciastek i obejrzałam Tap Madl.
A jutro na 8...
  • awatar brunonka: @Jestem z Wenus: Pogoda jest dobijająca. Prawie zasnełam na zajęciach i przeraża mnie wizja 6 godzin w pracy. I męczy mnie kac... Aczkolwiek już dziś zaczynam dłuuugi weekend, to mnie pociesza :D Uważaj na to Martini, ja wczoraj miałam skończyć na lampce wina i nie wiem kiedy opróżniło się całe ;p
  • awatar Jestem z Wenus: O kurcze! Gdzieś mi umknęło, że jesteś :( Widzę powroty są teraz w modzie :D Co do chandry z poprzedniego wpisu, niestety też mnie dopadła. Głowa bez przerwy łupie, każdy dzień rozpoczynam z cholernie ogromnym leniem, z tym że u mnie jest ta różnica, że to ja wykopuję z łóżka zamiast być wykopywaną. A najgorsze jest to, że to dopiero początek jesieni, której tak nie znoszę i już nie mogę doczekać się śniegu i siarczystego mrozu, bo to lepsze niż jak jest szaro i mokro :/ A! A jeśli chodzi o trunki, do jutra czeka na mnie Martini, sprite i cytrynka ;) A teraz kończę kawę i zmykam szykować się do pracy :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak mi się nic nie chce.
Tymi słowami od paru tygodni rozpoczynam każdy dzień. Mój Przyszły daje buziaka w czoło, klapsa w tyłek i wywala z łóżka, inaczej pewnie nawet na uczelnie bym się nie zwlekła.
Dopadła mnie jesienna chandra... nawet ciepła kawa nie pomaga.
Ale... nowy odcinek napiszę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po tak długiej przerwie, ciężo mi wrócić do pisania. Portaktujcie to jako rozgrzewkę przed lepszymi (mam nadzieję) częściami

Rok później.

Firanka w kuchni powiewała delikatnie i przebijały się przez nią pierwsze promienie letniego słońca. Holly z uśmiechem na ustach przelała mleko z garnka do butelki i zakręciła ją dokładnie. Wyciągneła dłoń i wylała na przegub parę kropel sprawdzając temperaturę płynu. Stwierdzając, że jest idealny poszła do sypialni. Staneła bosymi stopami na puchatym dywanie i z czułością spojrzała na ogromne łóżko na którym spał Bruno a w jego ramię wtulone było niemowlę.
Kto by pomyślał, że wyjazd na wieś rok temu przyniesie tyle zmian. Pojechali w sześcioro a wrócili w siódemkę nawet o tym nie wiedząc.
Przysiadła na łóżku od strony Bruna i delikatnie pogładziła go po policzku, po czym musneła ustami jego wargi. Chłopak w odpowiedzi zamruczał i otworzył zaspane oczy.
- Jak się spało? – Wyszeptał by nie obudzić niemowlęcia.
- Wyśmienicie. Oliver zbudził się tylko dwa razy, napił i zasnął dalej.
Bruno przekręcił głowę na bok i z lubością przyglądał się małemu chłopcu śpiącemu u jego boku. Zacisnął swoje małe dłonie w pięści i wypluł smoczek.
- Dziś muszę iść do studio, ale po południu zabieram was na lody. – Holly uśmiechneła się smutno i kiwneła głową.
- Pamiętasz, że masz wywiad dla Mtv? – Bruno uderzył się otwartą dłonią w czoło.- Lody kupisz i przyniesiesz do domu jak będziesz wracał. Zjemy je w łóżku. Może to i lepszy pomysł niż później czytać w jakiś plotkarskich gazetach o tym, że masz dziecko niewiadomo z kim i ...- Bruno przerwał Holly jej monolog soczystym całusem.
- Nie będę się ukrywał bo jacyś nawiedzeni ludzie robią mi zdjęcia. A tym bardziej nie będę ukrywał ciebie.
Holly oddała mu pocałunek. Olivier zakwilił w tym samym czasie.
- Oho, ktoś jest zazdrosny i domaga sie jedzenia. – Holly wzieła chłopca na ręcę i włożyła mu butelkę do ust.

- Holl, idę.- Bruno poszedł do Hollyn i przytulił ją po czym schylił się i ucałował chłopca.- Oli, daj jej popalić Maluchu. –Potarmosił ciemne włoski i przeniósł wzork na Holly. – Kocham Cie Rudzielcu.
- My ciebie też. Wracaj odrazu po wywiedzie. Z lodami.- Dodała ze śmiechem krzycząc za wychodzącym Bruno.
- No i zostaliśmy sami. Znowu. – Powiedziała do chłopca i palcem połaskotała go po brzuszku. – Wybierzemy się do parku? Co ty na to Słodziaku?- Chłopiec zagruchał radośnie i zaczął pakować swoją stopkę do buźki. Holly położyła go na łóżku. Jej wzrok przykuła koperta z jej imieniem leżąca na stoliku nocnym obokł łóżka. Rozerwała delikatnie papier i wyjeła z niej kartkę na której było napisane:
Myślałaś, że zapomniałem? Pierwszą rocznice uczcimy w Royale. O 21 pod restauracją. ~B.
Na twarzy Hollynn rozkwitł wielki uśmiech, chwyciła za telefon i wybrała numer do Lily.
- Pamiętał!- Zapiszczała w słuchawkę gdy tylko po drugiej stronie usłyszała głos przyjaciółki.
- Wiedziałam.- Lily zaśmiała się. – Jak się ma mój synek?- Holly rzuciła kontrolne spojrzenie na łóżko, na którym mały Oli oglądał swoje stopki.
- Dzielny jak tata. I jak? Wypoczełaś trochę?
- Pewnie. Nie wiem co bym bez was zrobiła. Nie mielibyśmy z Philem chwili dla siebie, gdyby Oliver nie miał tak kochanych rodziców chrzestnych.
- Zawsze do usług. Uwielbiam patrzeć jak Bru opiekuje się waszym maluchem.
- Może czas postarać się o swoje. – Lily zaśmiała się przyjaźnie.- Przyjadę po nieo za godzinkę co?
- Spokojnie, zabiorę go jeszcze do parku, a potem odstawie ci pod same drzwi. Naciesz się mężem. – Holly usłyszała chichot w słuchawce i głos Phila mówiący, że w takim razie ma wracać do łóżka.
- Ucałuj mojego Aniołka i do zobaczenia niebawem. – Lily odłożyła słuchawkę.

Dzień był przyjemnie ciepły. Holly założyła zwiewną sukienkę i związała włosy w niedbałego kucyka. Tanecznym krokiem przemierzyła pokój w poszukiwaniu torby z niemowlęcymi akcesoriami. Z uśmiechem na ustach spojrzała na ssącego kciuka Oliviera. Tak bardzo pokochała swojego chrześniaka od pierwszych chwil jego życia. A jeszcze bardziej uwielbiała widok roześmianego Bruna z dzieckiem na rękach. Każdą chwila, którą spędzali razem upewniała ją w przekonaniu, że Bruno jest właśnie tym jedynym. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Nie mogła uwierzyć w to, że minął już rok od czasu kiedy ona i Bru są razem. Po powrocie ze wsi, nawet nie było mowy o tym by szukała sobie nowego lokum. To, że zostanie u swojego mężczyny jak zwykła mawiać, było tak samo oczywiste jak to, że musi oddychać.
Te 365 wspaniałych dni, które spędzili budząc się w swoich objęciach, te wszystkie wieczory, kiedy Bruno szeptał jej do ucha jak bardzo ją kocha. Te chwile gdy obserwowała go jak marszcząc czoło pisze nowe piosenki... Wszystko to było magiczne. Holly nie posiadała się ze szczęscia widząc jak kariera Bruno nabiera rozpędu. Nawet komentarze które co jakiś czas pojawiały się w plotkarskich pismach jej nie zrażały. Wiedziała na co się pisze. Cień niepokoju przemknął po jej twarzy. Im bardziej Bruno był rozpoznawany, tym więcej się o nim pisało i coraz to nowe szczegóły dotyczące jego prywatnego życia wypływały na wierzch. Holly potrząsneła głową, próbując odsunąć od siebie czarne myśli. W końcu dziś był ich dzień, i nic nie mogło go popsuć.
- Chodź Słodziaku.- Powiedziała podkładając dłoń pod małą główkę i chwytając Oliviera w ramiona. – Pójdziemy na spacer. – Wsadziła drobne ciałko do wózka i wyszła na dwór. Oli przyglądał się z ciekawością swojej przyszywanej cioci. Po chwili jego powieki zaczeły opadać.
Holly usiadła na ławce w parku i rozkoszując się letnim powietrzem przymkneła oczy.
- Jaki śliczny brzdąc.- Usłyszała. Odwróciła głowę i zauważyła kobietę, która się do niej dosiadła. – Ile ma?
- Trzy miesiące.- Holly z uśmiechem poprawiła kocyk w wózku Oliviera.
- Takie to są jeszcze słodkie, a potem się zacznie, mówie pani. Jak się nazywa?
- Olivier.
- Mój syn to Tom, bawi się tam w piaskownicy.- Machneła ręką w strone gromadki dzieci lepiących babki z piasku.- Jestem Lois.
- Hollynn. Miło mi poznać.
- W końcu jakaś młoda kobietka w tym parku pełnym starych bab.
- Co prawda to prawda. Rzadko widuje tu panie w swoim wieku.
- A pani mąż gdzie jest?
Holly zmarszczyła brwi. Bezpośredniość kobiety i ten dziwny wywiad trochę ją zaniepokoiły.
- Bardzo przepraszam, że tak wypytuje. Siedzę całe dnie z moim synem i już zapomniałam co to ogłada.- Holl odetchneła lekko i w myślach skarciła się za swoją paranoje.
- Nic się nie stało. Niestety muszę już iść. Może jeszcze kiedyś się tu spodkamy.
- Na pewno. – Lois uśmiechneła się szeroko jednak jej oczy wciąż pozostały zimne.
To dziwne spotkanie w parku nie dawało Holly spokoju przez całą drogę do domu Lily. W końcu jednak głos rozsądku wziął górę i rudowłosa postanowiła nie szukać dziury w tym pięknym dniu.
Po kawie w domu swojej przyjaciółki raźnym krokiem wróciła do siebie i zaczęła przygotowania do rocznicowej randki.
  • awatar brumbru: Czekam na kolejny odcinek ;)
  • awatar it's all about you: Ciężko uwierzyć, że jesteś, ale się cieszę :) Brakowało tego!
  • awatar FankaBruna.: Już myślałam, że to dziecko Holly i Bruna! xD Fajnie.. a ten początek na prawdę genialny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Nie wiem czy któraś z Was jeszcze tu zagląda. Bądź co bądź nowa część sie pojawi. Do końca tygodnia. Na 100 %
  • awatar Gość: @brunonka: Ciągle myślę że dziś niedziela. PRZEPRASZAM. ale fajnie by było jak byś jeszcze dzisiaj dodała :D
  • awatar brunonka: @gość: koniec tygodnia następuje w niedziele :p
  • awatar Gość: Chyba znowu nas zawiedziesz... :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Moja sesja jest już na finiszu, jeszcze tylko dopieścić licencjat i wracam do Was
lipiec należy do Bruna i Holl
  • awatar Gość: Jak mogłaś nas tak zostawić :(
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Cześć! Zapraszam Cię na moje opowiadanie o Bruno Marsie :D mam nadzieję że Ci się spodoba! Pozdrawiam!
  • awatar FankaBruna.: Już doczekać się nie mogę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Przepraszam Was bardzo.
Dopiero wróciłam z pracy, muszę jeszcze wymyslić obiad na jutro i napisać recenzję.
mam taki zapiernicz teraz, że nie wiem za co się zabrać. Praca, studia, mąż, licencjat, sesja, juwenalia...
Postaram się jak najszybciej coś dodać, ale nie wiem kiedy to nastąpi...
badźcie cierpliwe!
  • awatar The Little Princess ♥: Pomysl na obiad: piersi z kurczaka z marcheweczka robiona na maselku - tuczace ale pychota! :)
  • awatar brunonka: nie ma mnie, ale jestem :D dodam coś na pewno... ale nie wiem kiedy ;p
  • awatar Gość: Ciebie też już nie ma. Na pewno tez już koniec.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Brunonka- Kochanie biorę auto co?
Mąż- Nie masz jeszcze prawka.
Brunonka- Ale tu po polach policja niejeździ.
Mąż- A gdzie chcesz jechać?
Brunonka- Tak sobie. Zaufaj mi!
Mąż- Nigdzie dziś nie pojedziesz. Słońce ja stosuję zasadę ograniczonego zaufania: ograniczam Cię i dlatego Ci ufam.

pff faceci.
Siedzę z dziećmi, zabawiam Męża, gotuję i tyję. W międzyczasie pisze pracę i próbuję choć trochę odpocząć.
kolejny epizod będzie jak zjawi się wena...
  • awatar Gość: Fajny dialog :D Ciekawy :)
  • awatar Ha Ha you're Dead: No i co? Znalazłaś?
  • awatar Gość: wena pewno uciekła w siną dal z tym zajączkiem co miał robić niespodzianki i błąka się gdzieś po tych polach co brunonka chciała autem jeździć...;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Tu też się pochwalę- ZDAŁAM EGZAMIN NA PRAWKO!
<taniec zwycięstwa>
  • awatar Gość: Po pierwsze to Brawo, bo jeszcze nie gratulowałam Ci prawka!;) Po drugie, głowa do góry, święta już tuż tuż, zregenerujesz swoje siły i podołasz wyzwaniu!;) I po trzecie...zupełnie tak na marginesie...to ja generalnie bardzo lubię niespodzianki...;D ;p;p
  • awatar my-bruno: @brunonka: Grunt to dobre podejście :P
  • awatar brunonka: @my-bruno: przydałoby się :D potrzebuję wolnego bo padam na twarz :D ale już niedługo święta i ta wizja trzyma mnie przy życiu :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Dzisiejszy odcinek ma specjalną dedykacje dla:
my-bruno
stałej bywalczyni;]

Bo cholernie lubie wasze komentarze

Raz jeszcze ostrzegam, że takie części to nie jest moja mocna strona.
no... więc... enjoy


- Mmmm… - Wymruczała Holly wtulając się w tors Bruno. - Dzień dobry.
- Dobry, dobry. - Odpowiedział przejeżdżając palcem wzdłuż jej kręgosłupa. - Jak się spało?
- Dobrze. Ale koniecznie potrzebuję prysznica. - Zachichotała z twarzą ukrytą w jego ramieniu. - I wooody. - Dodała przeciągle i usiadła na łóżku. Zrzuciła z siebie bluzę, w której zasnęła i została w t-shircie z myszką micky. Bruno parsknął śmiechem, kiedy zobaczył jej twarz. Potargane włosy, rozmazany makijaż i wygniecione wczorajsze ubranie.
- Ohh wal się. - Powiedziała lekko uderzając go w ramie. - Co się stało z jesteś piękna taka, jaka jesteś? No i sam wyglądasz nie lepiej. - Bruno na te słowa podniósł brew w górę.
- Też potrzebuję prysznica? - Do uniesionej brwi dołączyły kąciki ust. Holly roześmiała się na te słowa i wstając z łóżka chwyciła w dłoń zieloną sukienkę i czystą bieliznę. Wolnym krokiem zmierzała do wyjścia, czując na swoich plecach wzrok Bruno delikatnie zakołysała biodrami.
- Idziesz? - Spytała stając w progu i wyciągając rękę w stronę chłopaka, który jednym skokiem pokonał odległość dzielącą łóżko od drzwi.
- Na takie oferty odpowiedź jest zawsze twierdząca. - Powiedział przepuszczając ją w drzwiach. Spojrzała na niego spod zmarszczonych brwi. - Co? - Spytał niepewnie.
- Nic, nic.
- Holl, wciąż jesteśmy przyjaciółmi. Mów. - Położył jej dłonie na ramionach i zmusił do spojrzenia sobie w oczy.
- No… zastanawiam się tylko czy dużo miałeś tych ofert. - Bruno parsknął śmiechem a Holly gniewnie założyła ręce na biodra.
- Jesteś zazdrosna! Holly jest zazdrosna! Zazdrosna! - Podśpiewywał jak nastolatek wykonując przy tym dziwny taniec i robiąc strasznie dużo hałasu.
- Wcale nie. Jestem ciekawa czy mnie niczym nie zarazisz. - Powiedziała wbiegając do łazienki i zamykając mu drzwi przed nosem.
- Jesteś. - Powiedział stojąc przed wejściem. - Otwórz proszę.
- Nie.
- Holly!
- Idź stąd!
- Oj Holly!
- Powiedziałam won!
- Skarbie… nie chciałem cię urazić. Przepraszam. Kretyn ze mnie i czasami zachowuje się jak gówniarz. - Dodał opierając głowę na drewnianej framudze. Usłyszał chichot dochodzący z za ściany. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczył roześmianą twarz Holly ze szczoteczką do zębów w dłoni.
- Dałeś się nabrać pacanie! - Powiedziała wtulając się w jego barki. - Jestem zazdrosna, ale to nie powód do robienia scen.
- Nawet, jeśli powiem, że było ich z więcej niż mam palców? U obu rąk? I nóg?
- Nie przeginaj. - Uniosła głowę i zmierzyła go spojrzeniem. Po chwili chwytając za koszulkę wciągnęła do środka pomieszczenia i przekręciła zamek w drzwiach. Odłożyła szczoteczkę i stanęła naprzeciwko niego opuszczając wzrok. Po chwili podniosła głowę i przybierając na usta swój najbardziej seksowny uśmiech uniosła w górę ręce dając mu wyraźny znak do działania. Bruno przygryzł dolną wargę i zrobił krok do przodu. Przejechał dłońmi po jej talii i zatrzymał się na dolnej krawędzi jej bluzki. Sekundę później chwycił ją palcami i uniósł w górę. Pewnym ruchem wyswobodził ją z ubrania i uśmiechając się lekko sam uniósł ręce. Holly spojrzała mu w oczy i chwyciła materiał jego t-shirtu. Delikatnie uniosła go w górę, przejeżdżając tym samym wierzchem dłoni po jego ciele. Po chwili jego koszulka dołączyła do drugiej leżącej na podłodze. Bruno uśmiechnął się i zmrużył oczy. Jego dłoń wędrowała po plecach Holly i kreśląc delikatne znaki zbliżała się do zapięcia stanika. Holly mruknęła niecierpliwie, dając mu tym samym znak do kontynuowania. Haftki ustąpiły pod naciskiem sprawnych palców. Powolnymi ruchami zsunął jej ramiączka i złapał jej stanik zanim zdążył upaść. Holly wytrąciła mu go z ręki i zbliżyła się do jego twarzy. Kiedy już myślał, że go pocałuje odchyliła głowę i wbiła mu paznokcie w tors. Zjechała palcami od ramion w dół brzucha i zatrzymała się dopiero na zapięciu spodni. Ciałem chłopaka wstrząsnął przyjemny dreszcz. Chwilę męczyła się z paskiem i guzikami od jeansów. Bruno stał spokojnie i pozwolił jej działać. Gdy zapięcia ustąpiły, spodnie opadły na ziemię. Przydeptała bosą stopą nogawkę i pomogła mu się z nich oswobodzić. Bruno uniósł kącik ust do góry. Przyciągnął ją do siebie i najdelikatniej jak potrafił przejechał ręką wzdłuż jej szyi przez rowek w piersiach. Opuszkiem palca okrążył pępek i zatrzymał się na guziku od materiałowych spodenek. Patrząc w brązowe tęczówki jednym ruchem rozpiął go i pozwolił im zjechać w dół. Holly cofnęła się o krok. Zgodnie z regułami gry, w którą nieświadomie zaczęli się teraz bawić, była jej kolej na pozbawienie go części garderoby. Przełknęła ślinę. Już nie raz widziała Bruno tylko w bokserkach i musiała przyznać, że często wyobrażała sobie, co się pod nimi kryje. Bruno źle odczytał tą chwilową przerwę. Przygarnął ją do siebie i otoczył ramionami.
- Jeżeli nie jesteś czegoś pewna… nie musimy się śpieszyć skarbie. - Wyszeptał. To tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że Bruno nigdy jej nie skrzywdzi, nie zawiedzie jak jej poprzedni chłopacy. Nie wykorzysta i gdy tylko wzejdzie słońce nie ucieknie pod byle pretekstem.
Wciąż pozostając w jego pewnym uścisku zjechała dłońmi z jego łopatek na biodra i powoli wsadziła palce za gumkę od bokserek. Bruno zachowywał się jak jej lustrzane odbicie. Jego ruchy były pewne, ale niezwykle delikatne. Chwilę później i bielizna wylądowała na kremowych kafelkach a z nią każdy najmniejszy lęk. Bruno zamarł na chwilę, zdjęty podziwianiem jej wspaniałego ciała, które wczoraj dodatkowo muśnięte przez słońce nabrało ładnego brzoskwiniowego koloru. Pożerał wzrokiem jej idealnie płaski brzuch i jędrne, niewielkie piersi. Dopiero po chwili zdobył się na to, żeby nieśmiało przesunąć po nich opuszkami palców, a Holly aż jęknęła od wyczekiwanej tak długo pieszczoty.
- Piękna. - Bruno powiedział to bardziej do siebie widząc jak Holly spokojnym krokiem podeszła do prysznica i odkręciła wodę. Kiedy odwróciła się do niego twarzą, nie mógł nadziwić się jak coś tak wyjątkowego i kruchego zarazem może być jego. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że nadejdzie dzień, w którym będzie mógł całować te malinowe wargi i pieścić delikatne ciało. Od dnia kiedy ją spotkał, wszystkie inne kobiety przestały się liczyć. Dla niego istniała tylko Hollynn. Przygryzł wargę i w myślach powtarzając sobie - nie zepsuj tego - podszedł i łapiąc ją za podbródek zmusił do spojrzenia sobie w oczy. W jej czekoladowych tęczówkach dostrzegł bezgraniczne oddanie i ogromne pragnienie bliskości. Pochylił się i przywarł wargami do jej ust. Otarła się o niego biodrami wywołując tym samym dreszcze na całym jego ciele. Przytrzymał ją jedną ręką powstrzymując kolejny jej ruch. Drugą wsunął między pasma rudych włosów.
- Pozwól mi się sobą nacieszyć. - Powiedział przesuwając usta wzdłuż linii jej żuchwy i zjeżdżając na piersi. - Tak długo czekałem… - Oddech Holly przyspieszył. Przyległa do niego całym swoim ciałem dokładnie czując każde nawet najmniejsze drgnienie jego skóry. Pod palcami czuła napinające się mięśnie, kiedy przełożył swoje dłonie na jej pośladki i uniósł ją ku górze. Pewnie oplotła go nogami dookoła pasa i pozwoliła zanieść się pod strumień lejącej się z pod prysznica wody. Dłonie muskały jego mocne plecy i zatapiały się w rozkosznie pokręconych włosach. Letnie krople na chwilę ostudziły dwa gorące ciała. Bruno wciąż trzymając Hollynn w uścisku przycisnął ją do ściany kabiny i odchylił się nieznacznie by dojrzeć jej twarz. Miała lekko przymknięte oczy i rozchylone usta a kosmyki mokrych włosów zabawnie poprzyklejały się jej do policzka. Musiał przyznać sam przed sobą, że nigdy nie widział nic piękniejszego. Powoli przeniósł swoją dłoń poniżej jej bioder. Samo patrzenie na wyraz jej twarzy, na to jak pięknie reagowała na każdy jego dotyk sprawiało mu niewyobrażalną przyjemność. Jęknęła cicho, gdy na chwilę przestał, kiedy jednak wznowił działania odchyliła głowę i poddała się nowej fali rozkoszy. Wplotła ręce w jego mokre włosy i przyciągnęła jego twarz ku swojej, rozpaczliwie szukając jego ust. Wyszeptała mu do ucha słowa, o które w życiu nie podejrzewałaby siebie, że będzie skłonna powiedzieć do mężczyzny. Bruno warknął gardłowo w reakcji na jej ciepły oddech otulający jego ucho. Kiedy poczuła, że są już gotowi uniosła biodra i obydwoje jęknęli głośno. Bliżej już nie można było być...
Holly mocniej zacisnęła ramiona na jego szyi. Nos wtuliła w zagłębienie między barkiem a obojczykiem Bruno i oddychając ciężko ponownie zacisnęła dłoń na jego włosach. Poruszali się zgodnie, jednym rytmem. Bruno przeniósł ją na przeciwległą ściankę kabiny nie zważając na to, że po drodze rozrzucił wszystkie kosmetyki znajdujące się na półce. Liczyła się tylko ona. Ich mięśnie były napięte, oddechy nierówne i ciężkie, a ciała zaczynały drżeć.
Z obydwu gardeł wyrwał się jęk. Bruno zastygł i mocno przycisnął Holly do siebie. Czuła się bezpieczna, kochana, spełniona. Gdyby ktoś teraz powiedział, że jutro będzie koniec świata, wzruszyliby tylko ramionami i powrócili do wpatrywania się w swoje oczy. Po chwili Bruno postawił ją na ziemi i obdarzył pocałunkiem, w który włożył całe swoje uczucie. Holly oparła swoje czoło o jego tors i oddychając ciężko próbowała wyrównać oddech. Po chwili ponownie zbliżyła swoje wargi do jego. Kiedy oderwali od siebie swoje usta, Bruno skierował twarz pod strumień wody.
- Wow. - Powiedziała Holly przyciskając sobie rękę do czoła i zjeżdżając po ścianie prysznica w dół usiadła w brodziku. - Wow. - Dodała raz jeszcze.
Bruno przymknął oczy i oparł się o ściankę naprzeciwko.
- Gdzieś ty się ukrywała przez te wszystkie lata? - Spytał nie otwierając powiek.
- Najpierw na Brooklynie, potem w pokoju obok twojej sypialni. - Zaśmiała się i dodała - Ale gdybym wiedziała…- Wstała i podeszła do niego. - Gdybym wiedziała, co potrafisz ze mną zrobić… Już nie zaznasz spokoju. - Bruno uśmiechnął się i podniósł z posadzki żel pod prysznic.
- Wcale nie chce spokoju. - Zaśmiał się, wyciskając na dłoń trochę truskawkowego mydła w płynie. - Chcę tylko ciebie. - Powiedział wcierając je w ciało swojej kobiety, która w odpowiedzi zamruczała tylko.
  • awatar ι мιѕѕ уσυ..<3: @brunonka: aha jedyne co pozostaje to czekać :)i mam nadzieje że Ci szef da wolne :p
  • awatar brunonka: @ι мιѕѕ уσυ..<3: pewnie będzie jakoś pod koniec tygodnia :) chyba, że szef nie da mi wolnego a niedziele :D
  • awatar Only When You're Lonely: Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Wow, prawie udało mi się uchwycić tą magiczną chwilę!
2 000 odwiedzin!
Dziękuję Wam pięknie i w ramach podziękowań, jutro będzie nowy odcinek w którym Holly i Bru zaszaleją
A co, im też sie należy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Hmmm... Czy Holl i Bru powinni iść na całość?

Odrazu mówię, że w opisywaniu scen seksu jestem totalnie do bani
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 


- Jak długo zamierzaliście to ukrywać? - Spytała Lily uśmiechając się do Holly i Bruna, którzy szli objęci w pół.
- Jak długo się da. - Bruno zaśmiał się.
- Jak widać, kiepscy z nas intryganci. - Phil parsknął śmiechem na słowa Holly.
- Cały ten wyjazd, wspólne łóżko, piosenka… wszystko to, to jedna wielka intryga Holl. - Powiedział wskazując głową na Bruna. - On to wszystko wymyślił, a my mu pomogliśmy, bo dość mieliśmy patrzenia, jak obydwoje się na siebie czaicie.
- Wspólne łóżko… - Holly wbiła palec w tors Bruna. - Nie powiem, subtelne. - On tylko zaśmiał się i uniósł jej wycelowaną w swoją klatkę piersiową dłoń do ust. Wszyscy cieszyli się ich szczęściem. Kiedy wrócili z pomostu na plażę Jane rozłożyła koce na piasku i rozdała każdemu po bułce i butelce piwa. Siedzieli w ciszy wpatrując się w wodę i po prostu ciesząc się swoją obecnością. Pogoda była idealna na takie małe biwakowanie. Świeciło słońce, ale wiał delikatny wiatr.
- Bruno, telefon ci wibruje. - Holly podała mu jego komórkę. Chwilę porozmawiał i gdy się rozłączył zwrócił się do Phila. Jego twarz wyrażała ogromne zdziwienie i radość zarazem.
- Producentowi Boba spodobała się piosenka i chce żeby ją jak najszybciej nagrać.
- Jaka piosenka? - Holly oparła głowę na jego piersi.
- Na ostatniej imprezie urodzinowej wymyśliliśmy z Bobbim kawałek. Zagrał go teraz wydawcy i to ma być singiel jego płyty.- Phil wpatrywał się w kumpla z otwartymi ustami. - Ma być też teledysk. Z całkiem ładnym budżetem na realizację. - Dodał Bruno.
- A co ty masz z tym wspólnego? - Holly podparła się na ręce i spojrzała mu w oczy. -Napisałeś tekst?
- Ja tam śpiewam refren. - Pisk radości, jaki wydała z siebie słychać było pewnie w domu rodziców Lily. Dziewczyna wskoczyła na Bruna i cmoknęła go. Siedząc na nim okrakiem kątem oka zauważyła radość i śmiech pozostałych par.
- Wiedziałam, że ci się uda. Teraz teledysk, potem twoja płyta. Wszystko się pięknie układa. - Sturlała się na miejsce obok niego. - Zaśpiewaj nam to. - Phil podał Bruno jego gitarę.

Beautiful girls all over the world
I could be chasing but my time would be wasted
They got nothing on you baby
Nothing on you baby
They might say hi and I might say hey
But you shouldn't worry about what they say
Couse they got nothing on you baby
Nothing on you baby

Holly słuchała z zamkniętymi oczyma. Gdy Bruno skończył grać wyszeptała cicho by tylko on usłyszał - Obiecujesz? - Bruno dotknął jej policzka i również szeptem powiedział - Zawsze będę tylko twój.
- To kiedy idziemy do studia? - Phil zwrócił się do przyjaciela.
- Za dwa dni musimy być w Nowym Yorku i nagrywać z Bobbym, a za tydzień zaczynamy nagrywanie naszego albumu.
- Myślałeś nad nazwą? - Holly przekręciła się na brzuch i uniosła skrzyżowane w kostkach nogi.
- Jeszcze nie. - Odparł wyrzucając niedopałek papierosa za siebie. Sięgnął do koszyka, który ze sobą przynieśli i rozdał każdemu po kolejnym piwie.
- Ale z ciebie brój Bruno. - Lily pogroziła mu palcem. - Nie ładnie tak śmiecić. Nasi mężczyźni to chuligani. - Dodała przesyłając całusa w stronę Philipa. Chłopcy roześmieli się.
- A jak się nazwiesz? - Dopytywała się Holl wodząc dłoniom po jego ramieniu.
- Jak to się?
- No po prostu, czyja ma być płyta Bruna? Petera? Bruna Hernandeza? - Bruno zmarszczył brwi i po chwili roześmiał się gwałtownie.
- Dziś moja kobieta powiedziała mi, że jestem nieziemski, baaa jestem nie z tego świata. Będę Bruno Mars.
- Bruno Mars. - Holly powiedziała na głos. - Podoba mi się. I mam w tym swój udział. - Zaśmiała się, a Ari wyciągnął kolejne piwa z koszyka.
Czas mijał im powoli. Śmieli się, pili i nie martwiąc się o nic leżeli na ciepłym piasku. Holly uwielbiała dni takie jak ten. Dni, w których była otoczona przez ludzi, których kochała i na których szczęściu jej zależało. Siedziała blisko brzegu i obserwowała chłopców grających w piłkę i wygłupiających się jak dzieci. Uśmiech sam pojawił się na jej ustach. Tak bardzo chciała, żeby ta sielanka trwała wiecznie. Podciągnęła nogi pod brodę i objęła je rękoma przyglądając się zachodzącemu słońcu. Olbrzymia kula zabarwiła niebo na czerwono a teraz chowała się w wodzie.
- Ognisko! - Usłyszała głos Lily. - Chłopaki z wody! Macie je rozpalić, bo jesteśmy głodne! - Holly odwróciła się przez ramie i zobaczyła przyjaciółkę machającą rękoma na Bruna, Ariego i Phila. Po chwili wszyscy trzej mężczyźni karnie wyszli z jeziora i pobiegli w stronę gdzie rozłożone były ich rzeczy. Bruno chwycił dwie bluzy leżące na kocu i podszedł do Holly Zarzucił jej zieloną tkaninę na plecy i przysiadł się obok samemu wciągając na siebie szary polar. Zapięła bluzę pod samą szyję i położyła Bruno głowę na ramieniu.
- Trochę zmarzłam. - Szybko otoczył ją ramieniem i wciągając swój ulubiony zapach kokosowego szamponu westchnął cicho.
- Nie powinieneś pomagać chłopakom? - Spytała zaciskając pięść na materiale jego bluzy. - Nawet jeśli to i tak cię nie puszczę.
- Poradzą sobie. - Zaśmiał się i przewrócił ja na piasek. Delikatnie przełożył jedną nogę przez jej tułów i klęcząc nad nią pochwycił jej dłonie przeciągając je nad jej głowę.
- I mam cię. - Wyszeptał pochylając się nad jej ustami.
- Masz mnie. - Odpowiedziała. - Masz mnie całą. - Dodała oblizując wargi. Bruno głośno przełknął ślinę i zmierzył ją wzrokiem. Tak bardzo pragnął dokończyć to, co zaczęli w wodzie, gdyby tylko mógł to zamknąłby się z nią na tydzień gdzieś w domku, o którym nikt nie ma pojęcia i cieszył każdą chwilą. Puścił jej dłonie i palcami delikatnie schwycił zamek od bluzy. Wolnym ruchem pociągnął za suwak. Z każdym następnym ruchem odsłaniał kolejne milimetry jej ciała. Holly nie protestowała. Leżała i wpatrywała się w tak dobrze znane jej oczy. W brązowych tęczówkach dostrzegała teraz wyraźnie to, czego szukała tam od lat. Miłość, troskę i pożądanie. Przygryzła wargi, kiedy Bruno do końca rozpiął zamek i prawie niewyczuwalnie musnął dłonią jej pierś. Sekundę później schylił się i pocałował jej szyję. Wplotła palce w jego włosy i przyciągnęła go do swoich ust.
- Kocham cię. - Wyszeptała nie odrywając swoich warg od jego. - Ale chodźmy zanim znowu przerwą nam, kiedy ledwo będę potrafiła się powstrzymać. - Dodała. Bruno jęknął, ale posłusznie wstał i wyciągnął rękę w jej stronę podciągając ją do pozycji pionowej. Znowu w jego oczach dostrzegła błysk, który oznaczał, że wpadł na jego zdaniem genialny pomysł.
- Wskakuj! - Powiedział odwracając się do niej tyłem. Holly zaśmiała się głośno i wskoczyła chłopakowi na barana, a ten jak nastolatek pobiegł w stronę ogniska. Reszta ekipy posłała im tylko spojrzenie pełne radosnej troski o ich stan psychiczny.
- Łapcie kijki i kiełbaski, gołąbeczki. Po tych harcach pewnie zgłodnieliście co? - Jane zachichotała wskazując ruchem głowy miejsce, gdzie Holly i Bruno byli chwilę temu. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- Też tacy byliście. - Bruno wytchnął język. - A teraz zachowujecie się jak stare małżeństwa. Żadnego szaleństwa… Ała! Za co to! - Krzyknął, kiedy dostał w głowę klapkiem rzuconym przez Lily. - Boliiii. - Dodał przeciągle i szczerząc zęby położył głowę na piersi Hollynn. - Teraz lepiej.
Siedzieli dookoła ogniska i wpatrując się w iskrzące płomienie wspominali stare dzieje. Trzy pary, tak bardzo rozradowane swoim towarzystwem. Holly powoli zaczynały kleić się oczy i raz po raz ziewała ze zmęczenia. Wypity alkohol też robił swoje.
- Jest coraz chłodniej. Wracajmy. - Ari wstał i zaczął zbierać porozrzucane rzeczy.
- Coś mi się wydaje, że dziewczyny to będziemy musieli nieść. - Phil mrugnął do Bruna, ręką wskazując na kobiety, które przeciągały się i przecierały zaspane oczy. Droga powrotna strasznie im się dłużyła. Nogi odmawiały posłuszeństwa i nawet chłopcom zabrakło ich werwy i siły na wygłupy. Na widok domu rodziców Lily, na ustach każdego zawitał uśmiech ulgi. Holly wbiegła do pokoju, który dzieliła z Brunem i padła na łóżko.
- Przyniosę nam z dołu coś do picia na rano, żeby mi cię kac nie zabił. - Powiedział Bruno. - Czekaj na mnie. - Dodał wychodząc a Hollynn w odpowiedzi mruknęła coś i przekręciła się na bok. Kiedy wrócił dziewczyna już spała. Delikatnie zdjął jej buty i okrył kołdrą. Schylił się, pocałował w czoło i wślizgnął na miejsce obok.
- Jutro. Dobrze, że jest jutro. - Wyszeptał do siebie i objął ją ramieniem.
  • awatar my-bruno: @brunonka: jak najszybciej mój mistrzu. <3
  • awatar ι мιѕѕ уσυ..<3: @brunonka aha ogólnie dobrze że na koniec tygodnia bo chociaż se humor poprawie po całym tygodniu :)
  • awatar brunonka: @ι мιѕѕ уσυ..<3: myślę, że do końca tygodnia będzie :D w zależności od pogody, widzimisie mojej pani promotor i pomysłów mojego Przyszłego (ex) Męża. Obstawiam czwartek/ piątek a jak nie to niedziela :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Dziewczynki, z powodu sytuacji w jakiej się znalazłam muszę zawiesić opowiadanie... może wrócę, ale narazie nic nie obiecuję...
  • awatar brunonka: Nowy odcinek - może dziś, albo jutro koło 11 jak wrócę z uczelni :)
  • awatar Mars S.A.R.S.: matko. ja tutaj prawie zginelam. No to kiedy nastepny odcinek?
  • awatar Gość: @brunonka: Kiedy nowy odcinek ? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Miłej niedzieli!

- Wszyscy gotowi? - Spytała Jane, poprawiając włosy i chwytając Ariego za rękę. Po usłyszeniu chóralnego tak dodała. - To w drogę.
Jeziorko znajdowało się niecałe dwa kilometry drogi od domu gospodarzy. Ścieżka, która do niego prowadziła znajdowała się w lesie. Jako, że było jeszcze dość wcześnie, pogoda do marszu była idealna. Nikomu nie doskwierał upał, choć dzień zapowiadał się na naprawdę gorący. Wszyscy kroczyli równym tempem, prowadząc luźną rozmowę. Szli już dobre trzydzieści minut.
- Daleko jeszcze?
- Bruno nie marudź! - Skarciła go Lily.
- Ej, my tu robimy za tragarzy. - Powiedział wskazując na gitarę założoną na plecy, torbę z rzeczami jego i Holly i koc, który trzymał pod pachą. Phil niosący olbrzymią torbę z jedzeniem przygotowanym na ognisko gorliwie mu przytaknął - Jesteś pewna Lil, że się nie zgubiliśmy?
Lily rozejrzała się w około.
- Jestem pewna. Za tym pagórkiem powinno już być widać plażę. - Bruno westchną ciężko i powlókł się za resztą.
- No na reszcie! - Krzyknął, kiedy zobaczył błękitną tafle jeziora i piasek.
- Kto ostatni ten oferma! - Dziewczyny z dzikim okrzykiem rzuciły się w stronę wody, a chłopcy objuczeni ich rzeczami, spojrzeli po sobie, by po chwili ruszyć za nimi. Każdy po kolei padał na piasek i oddychał ciężko.
- To już nie te lata, żeby tak biegać. - Holly rozpostarła ramiona i wciągnęła powietrze. - Albo trzeba rzucić palenie.
- Do wody! - Ari jednym ruchem ściągnął z siebie koszulkę i zrzucił buty. Reszta poszła w ślad za nim. Holly czuła na sobie spojrzenie Bruno, kiedy rozpinała białą koszulę i krótkie jeansowe spodenki. Po chwili została tylko w czarnym bikini i rozejrzała się w około. Wszyscy pobiegli się kąpać a na brzegu został tylko Bruno.
- Nie rób mi tego. - Wyszeptał układając swoje ubrania obok jej. Spojrzała na niego zdziwiona. - Nie wyglądaj tak cholernie pociągająco, kiedy nie mogę cię dotknąć. - Uśmiechnęła się do niego zalotnie i podała dłoń ciągnąc go w stronę wody. Posłusznie poszedł za nią. Odeszli kilka kroków od miejsca gdzie ich przyjaciele grali w siatkówkę do pasa zanurzeni w toni. Wciąż trzymając się za ręce weszli do wody. Czuli jak delikatnie zaczyna ich otulać. Kiedy byli już wystarczająco głęboko Holly oplotła nogami pas Bruna i wyszeptała mu do ucha - Widzisz tamtą zatoczkę za pomostem? Tam nas nie zauważą. - Odsunęła się i odpłynęła w pokazanym przez siebie kierunku. Zatrzymała się, kiedy tam dopłynęła. Po chwili z wody wynurzyła się głowa Bruno. Holly przygryzła wargę, kiedy do niej podpływał. Nie mogła doczekać się tej chwili. Wyglądał tak męsko, kiedy silnymi ramionami odrzucał wodę, gdy płynął, widziała jak jego mięśnie się naprężają, a na twarzy w we włosach perlą się delikatne krople. Chwycił ją, gdy był już blisko, a ona ponownie oplotła nogami jego talię.
- Czego chcesz Holly, powiedz, a ci to dam. - Wyszeptał łamiącym się głosem, choć wiedział dokładnie, czego w tym momencie pragnęła, bo chciał tego równie mocno co ona.
- Ciebie. - Odparła po prostu i przejechała językiem po jego dolnej wardze, równocześnie zanurzając rękę w jego włosach. On tymczasem powoli przejechał jej dłonią po plecach zatrzymując się na szyi gdzie na kokardkę zawiązana była góra jej stroju. Jednym pociągnięciem rozwiązał misterny supełek i odsunął się na chwilę pozwalając by niepotrzebna część garderoby opadła. Drugą ręką rozwiązał troczek znajdujący się na jej plecach. Sekundę później trzymał czarny stanik w ręce. Holly wtuliła się w niego, ściśle przylegając swoją klatką piersiową. Obydwoje oddychali ciężko, badając dłońmi swoje ciała a ich usta przemierzały milimetr po milimetrze rozpaloną skórę.
- Jesteś nieziemski. - Holly westchnęła, kiedy wargi Bruna znajdowały się na jej obojczyku a dłoń na piersi.
- Bruno! Hollyn! - Usłyszeli z oddali. - Gdzieście się do jasnej cholery podziali! - Bruno jęknął głośno i zrezygnowany mrucząc przekleństwa oparł czoło na ramieniu Holl.
- Wieczorem nikt nam nie przeszkodzi. - Odpowiedziała rozglądając się za górną częścią swojego stroju. - Bruno, gdzie mój stanik? - Spytała zaczynając panikować. Bruno rozejrzał się dookoła.
- Może się odwróć, bo tak się nie mogę skupić. - Roześmiał się mrużąc oczy i wpatrując się w jej piersi.
- To nie jest zabawne! Nie mogę tak wrócić!
- Jesteście tam? - Usłyszeli ponowne wołanie Phila. Tym razem jego głos był już wyraźniejszy. Zdecydowanie ich przyjaciele znajdowali się coraz bliżej.
- Bruno! - Holly pisnęła. - Znajdź go! - Chłopak zanurkował. Kilka sekund później wynurzył się i kręcąc głową strzepał z siebie krople wody. - Masz?
- Nie.
- Holly?! Martwimy się! - Tym razem do ich uszu dobiegł głos Jane. Musieli znajdować się zaledwie kilka metrów od nich. W lini prostej dzielił ich jedynie pomost. Bruno rozejrzał się raz jeszcze i biorąc głęboki oddech ponownie zniknął pod taflą wody. Chwilę później poczuła na swoich plecach jego dłonie. Wciągnął ją pod wodę i wpił się w usta. Kiedy wypłynęli Bruno z triumfalnym uśmiechem podał jej czarny materiał. Szybkimi, zwinnymi ruchami założyła na siebie biustonosz i w odwecie ochlapała Bruna.
- Tu jesteście! - Lily podpłynęła do nich i podciągając się na pomost krzyknęła do pozostałych. - Tu są! Czyście oszaleli! Szukamy was od dziesięciu minut! Nie mogliście się odezwać?! - Dodała do zaginionych.
- Nie słyszeliśmy was. - Bruno zrobił skruszoną minę i również wszedł na pomost. Gdy już siedział na deskach wyciągnął rękę w stronę Holly i pomógł jej się na niego dostać. Sekundę potem zjawiła się reszta ekipy.
- Jesteście bardzo nieodpowiedzialni! - Jane krzyknęła w stronę zgub. - Już miałam wizję, żeście się potopi… - Przerwała na chwilę patrząc w stronę Holly. - Holl… skarbie, czemu masz stanik ubrany na lewą stronę? - Cztery pary oczu patrzyły to na Bruna, to na Hollyn.
- Bo… jaaa… - Wyjąkała dziewczyna. - Musiałam w domu źle ubrać.
- Nie, był dobrze założony. - Powiedział Phil. Teraz wszystkie spojrzenia przeniosły się na niego. - Oj, ma białą koszulę i czarną górę od stroju. Prze świ tu je. - Dodał dobitnie.
- Gdzie ty się patrzysz! - W tym samym momencie powiedzieli Bruno i Lily. Chwilę później wszyscy wybuchli gromkim śmiechem.
- No dobra gołąbeczki. Teraz jak na spowiedzi. - Ari założył rękę na rękę i wbił w nich spojrzenie. - Co tu jest grane.
  • awatar Gość: Ale zajebisty odcinek :D Szkoda, że dopiero dzisiaj znalazłam Twoje opowiadanie ;)
  • awatar brunonka: Jeszcze trochę cierpliwości Dziewczyny:) już się pisze nowy odcinek :) XoXo
  • awatar Only When You're Lonely: Czekam na nowy odcinek ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Obudziły ją pierwsze promienie słońca. Nie otwierając oczu westchnęła cicho na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Czuła na swojej talii dłoń Bruno, który wtulał się w jej plecy. Jego ciepły oddech delikatnie łaskotał ją w kark. Najdelikatniej jak tylko umiała przekręciła się by móc spojrzeć mu w twarz. Spał spokojnie. Jego klatka podnosiła się i opadała w równym tempie. Nie mogła się powstrzymać, teraz, kiedy wiedziała, że bez obaw może to zrobić. Uniosła się na łokciu i delikatnie musnęła jego usta swoimi. W odpowiedzi zamruczał cicho i kąciki jego warg uniosły się ku górze.
- Zawsze możesz mnie tak budzić. - Wyszeptał przygarniając ją ramieniem.
- Zawsze to bardzo, bardzo długo. - Odpowiedziała gładząc go po policzku. Otworzył oczy i spojrzał na nią poważnym wzrokiem.
- Zawsze. - Powiedział twardo, na co zachichotała i kiwnęła głową. - Dokąd się wybierasz? - Spytał, kiedy zorientował się, że opuszcza łóżko.
- Pod prysznic. - Powiedziała wystawiając mu język. Westchnął teatralnie i również wstał.
- A ty gdzie?
- Pod prysznic. - Odpowiedział wzruszając ramionami i starając się zachować poważny wyraz twarzy. Przyjrzała mu się znad zmrużonych powiek. Bruno po chwili parsknął śmiechem.
- Idź, idź. Choć nie powiem, że nie mam ochoty ci towarzyszyć. - Mrugnął do niej okiem i przygarnął ja ramieniem. Czuł na swoim nagim torsie jej drobne piersi obleczone tylko w turkusową koszulkę. Po chwili chwycił jej dłoń i przyłożył sobie do klatki, w miejscu w którym znajduje się serce.
- Czujesz to? - Spytał. Kiwnęła głową i stając na palcach wpiła się w jego usta.
- Bruno, a co powiemy reszcie? - Spytała, odsuwając się i patrząc na niego z niepokojem.
- Prawdę. - Odpowiedział po prostu. - Powiemy, że za mną szalejesz i mnie uwiodłaś. - Zachichotał. Wymierzyła mu kuksańca w ramie. - Albo możemy potrzymać ich w niepewności. - Holly kiwnęła głową i łapiąc ręcznik wyszła do łazienki. Bruno odprowadził ją wzrokiem, podziwiając jej smukłe ciało odziane w tak kusy strój. Usiadł na łóżku i odetchnął głęboko. Tak długo marzył o tej chwili, myśląc, że nigdy nie nadejdzie. A teraz? Teraz ma ją dla siebie. Mógł tulić ją przez całą noc, bez obawy, że rano mu ucieknie. Mógł dowoli całować te słodkie usta i wdychać tak uwielbiany przez niego zapach szamponu.
Przypomniała mu się chwila, gdy pierwszy raz poczuł, że Holly, jest właśnie tą dziewczyną, której tak długo szukał. Szli razem na jakąś imprezę, wyszykowani, pachnący, gdy nagle spadł rzęsisty deszcz. Holly zamiast panikować, że popsuje jej się fryzura i makijaż zdjęła buty i zaczęła tańczyć. Na środku Central Parku. Uznał, że był to najpiękniejszy widok, jaki dane mu było zobaczyć w jego dwudziesto dwu letnim życiu. Krople deszczu spływały jej po ciele, ubranie stawało się coraz bardziej mokre i kosmyki włosów przyklejały się do twarzy, jednak Holly zdawała się tego nie dostrzegać. Na jej ustach gościł błogi uśmiech. Po chwili ruchem ręki przywołała go do siebie i kazała nucić piosenkę. Mimo, całego idiotyzmu tej sytuacji, nie czuł się zażenowany. Przy niej czuł się sobą. Czuł, że może swobodnie oddychać. Na spotkanie dotarli jak zwykle spóźnieni i przemoczeni do ostatniej nitki. Phil kręcił głową z politowaniem, jednak widząc radość na twarzy przyjaciela wzruszył tylko ramionami.
Bruno zachichotał na samo wspomnienie jego miny.
Kilka minut później do pokoju wróciła Holly owinięta jedynie w ręcznik, co na dobre oderwało Bruna od wspomnień. Obrzucił ja spojrzeniem i połykając głośno ślinę sam pomaszerował w stronę prysznica. Za nim zdążył wrócić rudowłosa zdążyła się ubrać i pomalować.
- Zużyłaś całą ciepłą wodę! - Krzyknął, gdy tylko otworzył drzwi od ich sypialni. - Czeka cię za to kara! - Dodał podbiegając do niej i chwytając w ramiona. Trzymając Holly na rękach podszedł do łóżka i położył ją na posłaniu obsypując przy tym jej szyję zwiewnymi pocałunkami. Po chwili zaprzestał i z szatańskim uśmiechem zaczął ją łaskotać.
- Śniadanie dzieci! - Usłyszeli z dołu głos Ruth. Holly odetchnęła z ulgą. Od śmiechu rozbolał ją brzuch. Bruno skradł jej ostatniego całusa i wstał. Przepuścił Holly w drzwiach i idąc krok za nią zszedł na parter.
- Dzień dobry wszystkim. - Powiedziała Holly wchodząc do kuchni. - Co? - Dodała, kiedy wszystkie pary oczy wpatrywały się naprzemian to w nią to w Bruna.
- Nic, nic. - Powiedział szybko Phil.
- Jak wam mineła noc? - Spytała Jane z najbardziej niewinną miną na jaką było ją stać.
- W porządku. - Odparła wzruszając ramionami i odwróciła głowę w stronę Bruna, który siadał przy stole. Widziała w jego oczach, że bawi się równie dobrze jak ona. - Co będziemy dziś robić?
- Chcieliśmy iść nad jezioro. Jeżeli macie ochotę. - Ari podrapał się po głowie.
- Okej. - Holly chwyciła bułkę i posmarowała ją dżemem.
- No co wy tacy małomówni! - Lily zacisnęła dłonie w pięści.- Co się działo, kiedy wróciliśmy z klubu?
- Co się miało dziać? - Bruno odezwał się pierwszy raz od czasu, kiedy zszedł na dół. - Poszliśmy się umyć i spać. - Phil wspierającym gestem poklepał Bruna po ramieniu i tylko Holl dostrzegła wesołe ogniki tańczące w brązowych oczach. Resztę śniadania zjedli w ciszy. Bruno i Holly udawali, że nie widzą pełnych troski spojrzeń swoich przyjaciół.
- Nabrali się. - Powiedziała Holl zamykając drzwi od pokoju, do którego wrócili by zabrać rzeczy potrzebne do plażowania.
- Ale długo nie wytrzymamy. - Odparł chłopak podchodząc do niej i przejeżdżając wierzchem dłoni po jej policzku.
- Racja. - Kiwnęła głową i wsunęła mu dłonie w tylne kieszenie spodni. - Jeszcze tylko troszkę ich pomęczymy. - Wspieła się na palce i musnęła jego usta. Mruknął cicho i gdy tylko ich wargi się oderwały westchnął. - Trzeba się spakować. - Powiedziała chwytając wielką torbę, do której wrzuciła ręczniki, krem i okulary. - Idę się przebrać w strój i spotkamy się na dole. - Dodała. Jednak zanim wyszła z pokoju, raz jeszcze wpiła się w usta Bruna. - To na zapas, żebyśmy wytrzymali. - Zaśmiała się i wyszła.
  • awatar Gość: Podoba mi się poczucie humoru i ogólny charakter jaki kreujesz w Bruno i Holly - przynajmniej jak do tej pory ;) Chwilami mam wrażenie, że w danej sytuacji zachowałabym się dokładnie tak samo, czy też powiedziała dokładnie to samo, hehe i to już nie pierwszy raz odnoszę takie wrażenie, hehe aż momentami wydaje mi się to trochę dziwne ;D Ale wracając do setna sprawy -> super part i już się niecierpliwię na kolejną partię wrażeń ;D ;p
  • awatar ι мιѕѕ уσυ..<3: Super już nie moge sie doczekać następnego:)
  • awatar Ha Ha you're Dead: Wow... szkoda, że takie krókie ;-). Czekam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
jestem najgorszym kierowcą świata... zostały mi dwie (D W I E) godziny kursu i egzamin a wciąż jeżdżę jak pijany zając...
  • awatar Only When You're Lonely: Dasz radę :P Czekam na nowy odcinek ;) ;)
  • awatar brunonka: @my-bruno: Dziękuję :) pochwalę się albo pożalę już niedługo :* @Mia02: młodziutkaś :) najlepszy czas w moim życiu był kiedy miałam 17 lat :D @gość: mam napisany, muszę tylko poprawić. Powinien być albo jeszcze dziś, albo jutro.
  • awatar Gość: haha :P Dasz radę :) ! Kiedy możemy się spodziewać kolejnego odcinka ;)? Piszesz na bieżąco ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
- Idź pierwsza. - Bruno zwrócił się do Holly, kiedy byli już w domu i ruchem ręki wskazał łazienkę. Kiwnęła tylko głową, bo zdecydowanie nie ufała teraz swojemu głosowi. Chwyciła pidżamę, którą przygotowała z myślą o tym, że będzie sama w pokoju i pobiegła pod prysznic. Chłodna woda otuliła jej podenerwowane ciało. Bała się opuścić to miejsce. Bała się spędzić z nim noc, szczególnie po tej piosence, którą zaśpiewał. Przyjęłaby wszystko ze spokojem, tłumacząc sobie, że ma najwspanialszego przyjaciela pod słońcem gdyby nie wers o całowaniu. Może to ona, źle odczytywała jego znaki, może on też coś do niej czuł. Na samą myśl o tym zakręciło jej się w głowie. Całą drogę do domu trzymał ją za rękę i mimo, że robił to już nie raz, odczuwała dziwne napięcie. Powoli wytarła swoje ciało i starając się uspokoić swój oddech weszła do pokoju.
- Wolne. - Powiedziała i unikając jego spojrzenia wskoczyła do łóżka. Bruno tylko przełknął ślinę i udając, że nie zwrócił uwagi na skąpy top i kuse spodenki poszedł się umyć. Słyszała jak odkręcał wodę i nie mogła wyrzucić z głowy obrazu, w którym stoi pod prysznicem całkiem nagi. Po chwili wrócił i niepewnie stanął w drzwiach ubrany w swój zwyczajowy strój nocny- bokserki.
- Może wolisz, żebym przespał się na podłodze? - Spytał niepewnie.
- Nie bądź niemądry. - Powiedziała, odkrywając narzutę i zachęcając go by podszedł. Zgasił światło i wolnym krokiem po omacku dotarł do łóżka.
- Dobranoc. - Wyszeptał.
- Dobranoc. - Odpowiedziała. W ciemnościach błyszczały tylko dwie pary oczu. Parę minut później Bruno usłyszał jak jej oddech zwalnia i staje się głębszy i miarowy. Ulżyło mu, kiedy zaśpiewał jej piosenkę. Włożył w nią całe swoje uczucie. Teraz przynajmniej wie co do niej czuje. Uśmiechnął się do siebie i przymknął oczy. Minęło zaledwie parę kolejnych sekund, kiedy poczuł na swoim nagim torsie, niewielką dłoń. Pomyślał, że pewnie jak zwykle wtula się w niego przez sen. Zdziwił się, gdy usłyszał jej głos.
- Bruno. - Wyszeptała. - Dlaczego to zrobiłeś? - Nie musiała precyzować, o co jej chodzi. Wiedział doskonale.
- Holly skarbie, jeszcze nie wiesz? - Spytał pochylając swoją twarz i najdelikatniej jak umiał pocałował jej czoło. Spojrzał w jej oczy i mimo ciemności widząc w nich dokładnie to co chciał zobaczyć uczynił ponownie ten sam gest. Westchnienie, jakie z siebie wydała zachęciło go do śmielszych kroków. Pocałował jej policzek, po chwili kolejnym całusem przesunął się o milimetry bliżej ust. Torował tak sobie drogę a ona wzdychała z niecierpliwości. W końcu ich usta się spotkały. Musnął je najpierw delikatnie, tak jakby chciał sprawdzić czy to wszystko, aby mu się nie śni. Po chwili przywarł do niej mocniej. W odpowiedzi jęknęła cicho. Końcem języka przejechał po jej dolnej wardze i przekręcił ją na plecy samemu pozostając nad nią. Wsparł się dłońmi po obu jej stronach tak by nie przygnieść jej swoim ciężarem i wyszeptał.
- Dwa lata Holly. Dwa lata kocham cię jak wariat. - Kiedy wypowiedział te słowa Holly uniosła się i chwyciła go za twarz przyciągając do siebie.
- Dlaczego… nie… mówiłeś… nic… wcześniej. - Szeptała w jego usta między kolejnymi pocałunkami. Nie odpowiedział. Obsypał jej twarz całusami. Po chwili opadł na poduszkę obok.
- Jeżeli się nie zatrzymamy, to nie ręczę za siebie. - Holly zachichotała i ponownie położyła mu głowę na piersi ręką kreśląc znaki na jego brzuchu. Też nie chciała przeżyć wszystkiego jednej nocy.
- Pamiętasz dzień, kiedy się poznaliśmy? - Spytała, kiedy położył jej brodę na głowie i wciągając kokosową nutę szamponu westchnął cicho.
Pamiętał, jakby to było wczoraj. Szedł na spotkanie z Philem, kiedy z za rogu wbiegła na niego. Nie zdążyła wyhamować i z impetem zderzając się z jego torsem zalała mu koszulkę kawą, którą trzymała w dłoni. Uprzejmie podał jej dłoń pomagając wstać z ziemi.
- Moja kawusia! - Powiedziała i spojrzała na niego groźnie, zupełnie nie przejmując się tym, że w rajstopach poszło jej oczko. - No nie. Kolego, uważaj jak łazisz!
- Przepraszam ale to ty... - Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Właściwie przecież to ona na niego wpadła, w dodatku zalała go ciepłym napojem. Dziewczyna jednak nie dała mu dokończyć.
- Żeby mi się to więcej nie powtórzyło. - Krzyknęła przez ramię i tyle ją widział. Pobiegła gdzieś w stronę metra. Nie mógł przestać o niej myśleć. Szalenie zaintrygowała go ta drobna, rudowłosa istota, która nawrzeszczała na niego bez powodu. Parę dni później zobaczył ją na dworcu kolejowym. Siedziała ze słuchawkami na uszach kiwając się w rytm muzyki. Czarna skórzana skóra, złote dodatki i czerwone buty Nike. Podszedł do niej i usiadł obok.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem i po chwili uśmiechnęła się.
- Wisisz mi kawę wiesz? - Powiedziała unosząc brew.
- Może masz czas… - Jednak zanim zdążył dokończyć zerwała się i machając mu na pożegnanie wskoczyła do pociągu, który właśnie nadjechał.
- Jak masz na imię? - Zdążył jeszcze krzyknąć zanim drzwi pojazdu się zamknęły i odjechała w stronę Brooklynu. Kiedy wrócił do domu w głowie brzęczały mu już słowa piosenki. Wziął do ręki gitarę i zanucił
She was covered in leather and gold
Twenty one years old
I lost her in the cold
Its unfair, she is out there

Somewhere, somewhere, somewhere in Brooklyn
She is somewhere, somewhere, somewhere in Brooklyn

She looked perfect sitting at the train stop
Red nike high tops listening to hip-hop
While we were waiting started conversating
Before I got his name along came a train

next stop Brooklyn

Ich kolejne spotkanie miało miejsce w klubie. Zobaczył ją jak tańczy delikatnie kołysząc biodrami w takt muzyki. Tym razem nie mógł zmarnować tej szansy.
- Cześć rudzielcu - Powiedział podchodząc do niej. Spojrzała na niego ze zdziwieniem i po chwili jej oczy się roześmiały.
- To znowu ty, marnotrawco mej zacnej kawy.
- Wolę po prostu Bruno. - Wyciągnął do niej rękę, którą po chwili uścisnęła.
- Hollynn. - Już wtedy wiedział, że ta drobna istota wywróci jego życie o sto osiemdziesiąt stopni.
  • awatar You can count on me: Kiedy można spodziewać się kolejnego odcinka? :) Ten jest świetny i niecierpliwie czekam na następny :*
  • awatar brunonka: Nawet nie wiecie jak mi miło jak czytam te komentarze :) Dziękuję Wam wszystkim :D
  • awatar Gość: Kolejny odcinek i kolejny mój zachwyt;)Cudo;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Dzwoniłam do mamy z radosną nowiną:
- Mamo! Lucek się mi oświadczył!
- …
- Mamo?! Wychodzę za mąż!
- … Jesteś w ciąży?
- Mamo! Po prostu się oświadczył!
- Który miesiąc?
- Mamo!

Wciaż nie wierzy, że nie bedzie babcią. '

Nowy odcinek powienien być jutro. Leży sobie w laptopie i czeka aż wrócę z wycieczki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ohhhh dziewczyny (i chłopaki ;P) wyjaśnił się powód wyjazdu zorganizowanego przez mojego Lucyferka zwanego wcześniej mężem
Otóż (werble)... kolejny raz mi się oświadczył. Tym razem na trzeźwo i w pełni świadomie (mam nadzieje)
Było winko i było morze i kapsel tymbarka - wyjdziesz za mnie- a potem padł na kolanko i dał pierścionek...

Zgadnijcie co odpowiedziałam?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
- To gdzie idziemy? - Holly wygładziła swoją fioletową sukienkę i spojrzała na Bruna.
- Zobaczysz. Jestem pewny, że ci się spodoba. - Odpowiedział jej z uśmiechem. Dotknęła jego ramienia i zmusiła go do spojrzenia w jej oczy.
- Jesteś spięty!
- Zdaje ci się. - Odparł starając się przybrać jak najbardziej luzacką pozę, podczas gdy serce waliło mu jak oszalałe. Poprawił kapelusz na głowie, tylko po to by zrobić coś z rękami.
- Ale dobrze się ubrałam? - Zlustrował ją wzrokiem, łakomie pożerając każdy centymetr jej ciała. Krótka sukienka przed kolano, wiązana na szyi idealnie podkreślała jej kruchą sylwetkę a głębokie wycięcie na plecach dodawało drapieżnej nuty.
- Idealnie.
Przyjechali na wieś zaledwie parę godzin temu. Zdążyli tylko przywitać się z rodzicami Lily, rozlokować w pokojach i zjeść szybką kolację, kiedy Bruno zarządził zbiórkę na dole. Nie chciał powiedzieć gdzie się wybierają, jednak Holly zdawało się, że wszyscy doskonale wiedzą co knuje. W ogóle była święcie przekonana, że wszyscy biorą udział w jakimś spisku. Każdy szeptał coś po kątach i milkł na jej widok. Nawet rodzice Lily uśmiechali się do niej w nietypowy sposób. Uznała, że zaczyna wariować, jednak gdy pani Ruth zaprowadziła ją do sypialni, którą miała dzielić z Bruno i wskazała jedno łóżko dostała czkawki ze strachu.
- A czy nie dałoby rady… - Powiedziała jąkając się. - Wie pani, że Bruno i ja nie jesteśmy parą.
- Wiem, moje dziecko. Jednak znacie się tak długo, że chyba możecie te dwie noce spędzić razem. - Powiedziała z uśmiechem a Holly zastanawiała się czy tylko ona dostrzegła tu dziwną dwuznaczność. - Po za tym przyjechaliście wy i same pary a zakochanych nie można rozdzielać. - Dodała zostawiając ją w pokoju, do którego po chwili wszedł Bruno. Widząc jedno, niezbyt szerokie łóżko zakaszlał dziwnie.

- Ziemia do Holl! - Poczuła jak czyjaś dłoń szarpie ją lekko i wyrywa z rozmyślań. Uśmiechnęła się do Jane i łapiąc ją pod rękę pomaszerowała za chłopakami.
- Wiesz gdzie idziemy? - Zapytała przyjaciółkę.
- Zaraz sama się dowiesz. To niedaleko. - Powiedziała wskazując dłonią bliżej nieokreślone miejsce. Maszerowali kilka minut, kiedy przed ich oczami wyrósł bar.
- To tu. - Holly spojrzała na wszystkich ze zdziwieniem.
- Ta knajpa? - Spytała z niedowierzaniem.
- Właśnie ona. - Lily zaśmiała się i podeszła do baru zamawiając sześć piw. Cała reszta usiadła przy jednym ze stolików. Bruno i Phil co jakiś czas wymieniali się spojrzeniami uśmiechając przy tym nieznacznie a Holly zastanawiała się co knują. W pewnym momencie muzyka przycichła a na scenę wyszedł mężczyzna.
- Witam! Rozpoczynamy wieczór Karaoke! - Holly otworzyła oczy szerzej ze zdumienia i spojrzała na przyjaciół, którzy zdawali się być bardzo zadowoleni z tego faktu. Jednak nic specjalnego się nie wydarzyło. Holly parokrotnie zrugała siebie w myślach za to, że tworzyła jakieś magiczne historie, jednak po paru godzinach i kilku piwach przestała się tym przejmować. W pewnym momencie Bruno wstał, jakby nigdy nic podszedł do faceta stojącego na podwyższeniu i chwilę z nim porozmawiał. Sekundę później trzymał już gitarę w ręku i delikatnymi ruchami sprawdzał czy jest nastrojona. Kiedy uznał, że wszystko jest okej kiwną głową. Światło zgasło i pojawił się tylko jeden reflektor świecący wprost na niego.
- To dla ciebie Holly skarbie. - Powiedział, po czym wciągnął głęboko powietrze i zaczął grać.

Oh her eyes, her eyes
Make the stars look like they’re not shining
Her hair, her hair
Falls perfectly without her trying
She’s so beautiful
And I tell her every day

Yeah I know, I know
When I compliment her
She wont believe me
And its so, its so
Sad to think she don’t see what I see
But every time she asks me do I look okay
I say

When I see your face
There’s not a thing that I would change
Cause you’re amazing
Just the way you are
And when you smile,
The whole world stops and stares for awhile
Cause girl you’re amazing
Just the way you are

Holly siedziała oniemiała, z otwartymi ustami. To była najpiękniejsza piosenka, jaką słyszała. Bruno śpiewając ją patrzył się tylko i wyłącznie na nią. Kątem oka zauważyła jak inne dziewczyny pożerają go wzrokiem i jak z zawiścią patrzą się na nią, jednak Bruno nic sobie z tego nie robił i jeszcze intensywniej wbijając w nią spojrzenie śpiewał dalej.

Her lips, her lips
I could kiss them all day if she’d let me
Her laugh, her laugh
She hates but I think its so sexy
She’s so beautiful
And I tell her every day

Oh you know, you know, you know
Id never ask you to change
If perfect is what you’re searching for
Then just stay the same
So don’t even bother asking
If you look okay
You know I say

When I see your face
There’s not a thing that I would change
Cause you’re amazing
Just the way you are
And when you smile,
The whole world stops and stares for awhile
Cause girl you’re amazing
Just the way you are


The way you are
The way you are
Girl you’re amazing
Just the way you are

Kiedy skończył na sali słychać było gromkie oklaski. Ukłonił się grzecznie, oddał gitarę i wracając do stolika wciąż nie odrywał spojrzenia od Holly.
- Dokończyłeś piosenkę. To było niesamowite. - Wyszeptała, kiedy usiadł obok niej. Starł ruchem ręki samotną łzę, która potoczyła jej się po policzku.
- Ty jesteś niesamowita. - Powiedział patrząc się na nią, tak, by nie było już wątpliwości. Przyjaciele wbijali w nich niecierpliwe spojrzenia. Ile można tańczyć dookoła siebie, zanim dostrzeże się, że to właśnie miłość? Siedzieli tak chwilę wpatrując się sobie w oczy, kiedy usłyszeli chrząkanie z naprzeciwka.
- Czas do domu. - Nieśmiało rzuciła Lily.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Mój przyszły ślubny porywa mnie jutro na wycieczkę w ramach akcji - weź odpocznij, zamij się mną- tak więc rano postaram się dodać kolejną część a potem na chwilę zamilknę, ale wrócę mam nadzieję.

ps. Mąż otrzymuje własny tag. A co. Zasłużył ;p
  • awatar my-bruno: @brunonka: Kto się czubi, ten się lubi :D Albo kocha <3
  • awatar brunonka: @It's Better If You Don't Understand: my się rozstajemy średnio raz w tygoniu ;p z nas bardzo nietypowa para :)
  • awatar It's Better If You Don't Understand: hahahha ;) Jeszcze nie mąż, a już przyszły ex ;) Oczywiściem że zasłużył ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Holly! - Philip stał w korytarzu już od piętnastu minut. - Holly ileż można! - Krzyknął za nią kiedy przebiegła mu przed oczami porywając coś z wieszaka.
- Za godzinę będzie gotowa. - Zaśmiał się Bruno, kładąc swoją torbę przy przyjacielu i założył rękę na rękę. - Może kawki?- Dodał, kiedy dziewczyna kolejny raz przebiegła przed nimi w samym staniku tym razem trzymając w ręku kosmetyczkę.
- Holly! Wszyscy czekają w samochodzie! - Phil wrzasnął i zwrócił do Bruno. - Sprytny miałeś plan. Powiedzieć jej, że wyjeżdżamy godzinę wcześniej niż zamierzamy. Szkoda, że nie wypalił.
- Ależ wypalił. Gdyby nie, to wciąż siedziałaby w łazience. - Chłopcy pokręcili głowami.
- I o co tyle krzyku? - Holly stanęła przed nimi. - Jestem gotowa. - Miała lekko zaróżowione policzki i wilgotne włosy. - Co tak stoicie panowie. Nie opóźniać wycieczki. - Bruno wzruszył tylko ramionami i chwycił jej walizkę.
- Piękna, wszystko masz? - Zapytał przed wyjściem.
- Za kogo ty mnie uważasz co?!
W mini vanie panowało ogólne poruszenie. Za kierownicą siedział Ari, miejsce obok zajmowała jego dziewczyna Jane. Kanapę za nimi zajmowali Philip i Lily jego narzeczona. Dla Bruna i Holly zarezerwowane były siedzenia w ostatnim rzędzie. Kiedy wszystkie miejsca były już zajęte samochód ruszył. Po dziesięciu minutach drogi Holly przypomniało się, że nie wzięła telefonu. Mimo ogólnych odgłosów oburzenia samochód zawrócił.
Jechali dwie godziny, kiedy Bruno poczuł na swoim ramieniu głowę Holly. Rude włosy przyjemnie łaskotały go w twarz. Widział jak powoli odpływa i po chwili słychać było tylko jej miarowy oddech. Nie poruszył się przez kolejną godzinę. Ręka zdrętwiała mu niemiłosiernie, jednak trwał w tej pozycji od czasu do czasu spoglądając na jej spokojną twarz.
- Holl, skarbie. - Delikatnie potarł jej dłoń, kiedy zatrzymali się przy przydrożnej knajpce. Otworzyła zaspane oczy i spojrzała na niego z uśmiechem mrucząc coś pod nosem. Przeciągnęła się jak mały kotek i wyszła z samochodu. Wszyscy rozeszli się rozciągając zbolałe mięśnie. Holly rozejrzała się. Byli już za miastem. Dookoła rozciągały się piękne krajobrazy. Powędrowała na skraj drogi i przysiadła na starym pniu drzewa podziwiając okolicę.
- Pięknie prawda? - Spytała nie odwracając się. Nie musiała. Wiedziała, że stoi za nią.
- Piękna. - Odparł patrząc na jej plecy, na które swobodnie opadały kosmyki kasztanowych włosów, które w słońcu przyjmowały niesamowicie czerwony odcień. Spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Piękna… pogoda. - Powiedział szybko i z zakłopotaniem potarł czoło. Usiadł obok niej. - Nie jesteś głodna? Wszyscy poszli coś wszamać.
- Właściwie trochę… - Zamyśliła się patrząc w jego czekoladowe oczy. Położyła głowę na jego torsie i wciągając jego zapach mruknęła. Pachniał tak męsko, delikatnym zapachem perfum pomieszanym z wonią papierosów. Zadrżała.
- Zimno ci? - Spytał i podał jej swoją koszulę zostając w samym t-shircie. - Holly, wracając do tej sytuacji na balkonie, chciałem ci powiedzieć, że ja … - Wyartykułował ostrożnie przygarniając ją ramieniem i czując jak się spina na sam dźwięk tych słów.
- Bruno. - Powiedziała odsuwając się od niego i wstając. - Naprawdę. Nie psujmy tego co mamy. - Wyszeptała. Pogodziła się z tym, że najfantastyczniejszy facet na ziemi jest tylko i aż jej przyjacielem. Nie chciała usłyszeć, że taka sytuacja już nigdy nie będzie miała miejsca, że nie wiedział co robi. Przywołała na twarz uśmiech i chwyciła go za dłoń ciągnąc w stronę knajpy.
- O są i nasze gołąbeczki. - Jane zamachała do nich z kąta sali, który okupowali. - Zamówcie coś szybko i jedziemy dalej. W końcu jeszcze parę ładnych godziny drogi przed nami.
- Co jest stary? - Ari szeptem spytał Bruna, kiedy ten usiadł przy stoliku ze zbolałą miną.
- Powiedziała mi, że chce być tylko moją przyjaciółką. - Odpowiedział patrząc w swoje buty.
- Jesteś pewny? - Ari spojrzał na Holly, która teraz też zdawała się być nieobecna. - Może coś źle zrozumiałeś? - Bruno przecząco pokręcił głową. - No nie mów mi, że tak łatwo się poddasz.
- Ona nawet nie chce mnie wysłuchać.
- Nie po to zorganizowaliśmy tą wycieczkę, żebyście nadal się mijali. - Phil włączył się do rozmowy. - I Bruno, nie powiesz mi, że nie znasz idealnego sposobu na wyrażenie swoich uczuć. - Chłopak spojrzał na niego i przechylił głowę.
- Mam pomysł. Raz Bruno śmierć. - Powiedział o wiele weselej i nachylił się by uzgodnić szczegóły z chłopakami.
  • awatar brunonka: @Mia02: myślę, że jutro rano zdążę dodać kolejny part:)
  • awatar Ha Ha you're Dead: @brunonka:Kiedy kolejny odcinek?
  • awatar brunonka: @vesica: cieżko mi się odnieść do Twojego komentarza. Sagę owszem czytałam ale raz i świadomie niczego nie powielam, wiec nawet nie wiem co miałabym poprawić. Choć nie przeczę, coś może być podobne bo mogło zostać w głowie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Kolejnych parę dni minęło im na słodkim lenistwie. Bruno z dnia na dzień odzyskiwał siły. Wyzdrowiał praktycznie tak szybko jak zachorował. Philip, który odwiedził chorego ze śmiechem stwierdził, że jego choroba była tylko wymówką dla przemienienia jego przyjaciółki w kurę domową i odciągnięcia jej od szukania sobie nowego lokum.
- Bruno, gdzie się podziałeś paskudniku? - Holly trzymała w ręku dwa kubki z parującą kawą. Weszła do salonu i zobaczyła go siedzącego na balkonie. - Oszalałeś? - Zagrzmiała zabierając mu papierosa z dłoni. - Taki chory, prawie, że umierający a teraz mi tu kopcisz? - Powiedziała ze srogą miną i po chwili sama zaciągnęła się. - Faceci. - Dodała przewracając oczami i wydmuchując dym w jego stronę.
- Przepraszam mamo. - Powiedział ze śmiechem sięgając ręką po swoją fajkę. Holly uderzyła go delikatnie w dłoń i pogroziła palcem opierając się o barierkę balkonu. Bruno nie dał jednak za wygraną. Wstał i patrząc jej w oczy powoli do niej podszedł. Zbliżył swoją twarz do twarzy Holly i kiedy był już w odległości kilku centymetrów delikatnie przejechał swoim palcem wzdłuż jej ramienia, przez rękę i zatrzymał się na dłoni, w której trzymała papierosa. Dziewczyna zadrżała i posłusznie oddała mu jego zgubę. Bruno mimo wszystko nie odsunął się. Trwał tak przez chwilę i ponownie zaczął zbliżać swoją buzię do jej, szukając w jej oczach przyzwolenia. Holly jednak przymknęła je i czekała. Sekundę później poczuła ciepły, przyjemny oddech na swojej twarzy. Podskoczyła, kiedy usłyszała dźwięk telefonu dochodzący z salonu. Bruno w tym momencie zaklął siarczyście i zaciskając usta w wąską linię bez słowa wyszedł odebrać.
Holly przyłożyła dłoń do skroni. Była pewna, że chciał ją pocałować. Jednak nie zrobił tego. Mógł zignorować telefon, mógł zrobić to szybciej. Pewnie tylko dał ponieść się chwili.
- Ari dzwonił. - Powiedział, kiedy wrócił. Stanął przy niej i ze zdenerwowaniem przeczesał ręką włosy. Dziewczyna źle odczytała ten gest. - Ale Holl, zanim nam przerwał… - Holly jednak nie dała mu dokończyć.
- Bruno, nic się nie stało. Nie tłumacz się. - Powiedziała kładąc nacisk na ostatnie słowa.
- Ale ja…
- Bruno, proszę. - Wyszeptała cicho odwracając głowę. Nie chciała słuchać jego marnych wymówek. Gdyby też ją kochał, miałby milion okazji, żeby jej to okazać. Nie chciała być jak te głupie dziewczyny, które wyszukują każdego najmniejszego gestu i dopisują mu znaczenie.
Bruno głęboko wciągnął powietrze. Tak bardzo chciał dokończyć to, co zaczął. Chciał całować ją tu do utraty tchu, a potem zabrać do środka i pokazać jej jak bardzo ją kocha. Ale nie pozwoliła mu na żadną z tych rzeczy. Zacisnął bezradnie pięści i wrócił do swojej sypialni. Po paru minutach usłyszał ciche pukanie do drzwi. Nie czekając na zaproszenie Holly weszła do środka.
- Przepraszam Bruno. Jestem głupia. - Powiedziała stając w progu. Uśmiechnął się tylko. Nie potrafił się na nią gniewać. Zrobi wszystko by tylko była szczęśliwa. Podszedł do niej i objął ją ramionami. - Po co dzwonił Ari? - Spytała z twarzą ukrytą w jego barku. Zachichotał, kiedy ruch powietrza go połaskotał.
- Mamy termin do studia. - Powiedział ze spokojem, jednak oczy mu się śmiały.
- Naprawdę? - Spytała podnosząc na niego swoje brązowe oczy. - To wspaniale! - Krzyknęła i z radością wskoczyła na niego. Bruno zaśmiał się i okręcił się z nią parę razy dookoła swojej osi. Po czym delikatnie postawił ją na ziemi.
- Ale to nie wszystko. Jedziemy na wieś. Phila narzeczona zaprosiła tam całą naszą paczkę na weekend. - Holly zawyła z radości i klasnęła w dłonie.
- Tak! - Krzyknęła. - Ale dobrze się już czujesz? - Spytała mierząc go poważnym wzrokiem i przykładając mu rękę najpierw do czoła a później do policzka. Zaśmiał się cicho i porywając jej dłoń w swoją uniósł ją do ust i pocałował lekko.
- Dzięki tobie wyśmienicie.
- Zaraz. Powiedziałeś na weekend? - Dziewczyna spojrzała na niego i w konsternacji ręką potarła twarz.
- Dokładnie tak.
- To kiedy wyjeżdżamy?
- Jutro z samego rana.
- Czyście poszaleli? - Powiedziała wychodząc z pokoju i kierując się do swojej sypialni. Bruno podreptał za nią. - Nie mogli mnie wcześniej powiadomić? - Westchnęła sięgając po walizkę leżącą na szafie. Stanęła na palcach i ledwo tylko ją musnęła. Bruno podszedł spokojnym krokiem i ściągnął ją za nią. - Jak ja mam ze wszystkim zdążyć? - Powiedziała podchodząc do szafy i wyrzucając całą jej zawartość. Bruno w tym czasie przysiadł na brzegu biurka i z zaciekawieniem się jej przyglądał.
- Wiesz, że weekend oznacza od piątku do niedzieli prawda? - Spytał krztusząc się ze śmiechu, kiedy spakowała do walizki czwartą sukienkę. - Umilkł, kiedy obrzuciła go morderczym spojrzeniem.
- Ta czy ta? - Spytała pokazując mu dwie bluzki.
- Zdecydowanie fioletowa. Lubię cię w niej rudzielcu. - Odpowiedział, a Holly zrobiła sobie mentalną notkę w głowie, żeby częściej nosić ten kolor ale i tak do walizki włożyła obie.
- Na wszelki wypadek. - Odparła widząc jego zaskoczone spojrzenie. - Idź też się spakuj, bo rano jak zwykle będziesz nas opóźniać. - Dodała wytykając mu język. Chłopak jęknął. Nienawidził się pakować. Z bólem serca powlókł się do siebie i wyciągnął z szafy torbę. Włożył do niej ulubioną koszule i przeciągając się wpatrywał w zawartość swojej garderoby.
- Holly! - Krzyknął. - Chodź mi pomóż! - Rudowłosa zaśmiała się z sąsiedniego pokoju i po chwili złożyła mu t-shirty w ładną kostkę i włożyła do bagażu. Dorzuciła jeszcze jeansy i kurtkę, a Bruno z lubością przyglądał się każdemu jej ruchowi.
  • awatar marthusia: oj, zgadzam się z brunonką. ja już tęsknie do tych czasów :) nie cierpią Bruno, bo zazdroszczą talentu ;)
  • awatar brunonka: @marthusia: mój ostatnio częściej koszule nosi :D mnau :D Ale Bruna niecierpi :p @Mia02: znajdziesz :) póki co ciesz się wolnością a chłopak sam się napatoczy :D wtedy będziesz wzdychać do czasów kiedy wszystko robiłaś tylko dla siebie i nie trzeba było myśleć za dwoje :p
  • awatar Ha Ha you're Dead: @brunonka: A ja nawet chłopaka nie mam. Masakra.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
- Bruno! - Holly zapukała do pokoju chłopaka. - Wstałeś już? Śniadanie na stole. - Krzyknęła i poszła do kuchni. Nalała sobie kawy do kubka i nie słysząc odzewu ze strony przyjaciela ponownie skierowała się w stronę jego sypialni. - Bruno? - Spytała, subtelnie otwierając drzwi. Widok jaki zastała poważnie ją zaniepokoił. Podeszła do chłopaka i podniosła kołdrę z podłogi. Delikatnie przyłożyła dłoń do jego czoła.
- Boże, jesteś cały rozpalony. - Wyszeptała bardziej do siebie niż do niego. W odpowiedzi Bruno poruszył się niespokojnie i otworzył oczy.
- Hej. - Wyszeptał. Najwyraźniej miał też problemy z mówieniem. - Chyba mnie jakieś choróbsko dopadło. - Dodał przyciskając rękę do głowy. - Albo mam kaca roku.
- Oh nie żartuj sobie. Mówiłam, że nie powinieneś wychodzić taki rozgrzany z klubu i że powinniśmy zamówić taksówkę. Mówiłam?
- Mówiłaś. - Zgodził się potulnie i zakaszlał. Serce Holly kroiło się na ten widok. Jej Bruno leżał cały mokry od potu i zbolały, a ona nijak nie umiała mu pomóc.
- Zadzwonię po lekarza. - Powiedziała wychodząc do kuchni. - Nigdzie się nie ruszaj.
- Nie mam zamiaru.
Godzinę później doktor opuszczał już apartament dając Holly ostatnie wskazówki jak opiekować się chorym.
- To zapewne zwykłe przeziębienie albo przemęczenie organizmu, jednak ma wysoką gorączkę. Przez następnych parę dni nie powinien zbytnio się przemęczać a tym bardziej wychodzić na zewnątrz. Proszę mieć pewność, że ktoś będzie przy nim czuwał. Pani tu mieszka?
- Tymczasowo tak. - Holly uśmiechnęła się do Bruna. - Dziękujemy panu. - Dodała odprowadzając lekarza do drzwi. - Sprytnie. - Powiedziała przysiadając po chwili na łóżku chorego. - Teraz to już w ogóle będę musiała cię niańczyć. - Bruno posłał jej słaby uśmiech i opadł na poduszki zapadając w głęboki sen. Przez cały dzień zaglądała do niego co pół godziny, jednak ani razu nie obudził się. Nawet, kiedy podawała mu leki zdawał się być w pół przytomny. Martwiła się. Bardzo. Nigdy nie rozłożyło go aż tak poważnie, a znała go już w końcu pare ładnych lat. Przed snem poszła raz jeszcze sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Nachyliła się nad nim i ponownie dłonią sprawdziła temperaturę. Wciąż był rozgrzany. Najdelikatniej jak tylko umiała pogładziła ręką jego policzek. Nawet się nie poruszył. Przeniosła rękę na jego tors i położyła w miejscu gdzie znajdowało się serce. Przysiadła na łóżku i przez parę minut wpatrywała się w niespokojne ruchy jego klatki piersiowej. Powoli, tak by tylko go nie zbudzić pochyliła się nad jego twarzą i ostrożnie musnęła wargami jego usta. Były rozgrzane jak i cały on. Rzucając ostatnie, kontrolne spojrzenie wyszła do swojej sypialni i położyła się spać.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiła zaraz po obudzeniu był marsz do pokoju Bruno.
- Lepiej się czujesz? - Spytała widząc, że już nie śpi.
- Trochę lepiej. Na jak długo odpłynąłem? - Spytał podciągając się do pozycji siedzącej.
- Ponad osiemnaście godzin. - Odparła siadając przy nim. - Napędziłeś mi niezłego stracha. Gdzie idziesz? - Spytała ostro widząc, że wstaje i chwiejnym krokiem wychodzi z pokoju.
- Muszę wziąć prysznic. - Widząc jej zatroskane spojrzenie dodał ze słabym uśmiechem. - Nie bój się. Nie planuję tam zemdleć czy coś. Ale jak chcesz możesz iść ze mną. Popilnujesz mnie osobiście.
Zaśmiała się. Humor mu wracał. Odprowadziła go do łazienki i milion razy upewniwszy się, że wszystko z nim okej zostawiła go samego. W czasie, kiedy się kąpał, zmieniła pościel w jego sypialni i porządnie tam wywietrzyła.
- No, od razu lepiej. - Powiedział wchodząc do pokoju i opierając się o framugę drzwi. - Wiesz jaki miałem fajny sen. Ktoś mnie całował. - Holly znieruchomiała. - Ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć kto to był. Wiem tylko, że szalenie mi się to podobało. - Podszedł do niej od tyłu i przytulił się mocno. - Dziękuję, że tak o mnie dbasz.
- Wciąż grzejesz jak kaloryfer. - Powiedziała, czując drżenie na całym ciele i szybko wyrywając się z jego uścisku. - Powinieneś wrócić do łóżka.
- Nie chce tak tu leżeć samemu. - Posłał jej smutne spojrzenie. - Po za tym jestem trochę głodny. - Holly położyła ręce na biodrach.
- Na co masz ochotę? - Spytała.
- A ty na co masz ochotę? - Zwrócił się do niej figlarnie. - Rumienisz się! - Wykrzyknął klaskając w ręce. - O czym pomyślałaś?
- O rosole. - Brukneła. - Po za tym, w tym stanie - Spojrzała na niego wymownie, kiedy zakaszlał.- Jesteś pociągający jak cholera. - Przewróciła oczami i wyszła do kuchni. Bruno podążył za nią. - Miałeś nie wstawać z łóżka! - Powiedziała znad garnka. - Pójdźmy na kompromis. Weź koc, połóż się na kanapę i obejrzymy jakiś film, kiedy skończę robić obiad dobra? - Bruno posłusznie podreptał w stronę sofy, jednak zamiast położyć się, przerzucił ramię przez zagłówek i obserwował jak krzątała się po kuchni. Po chwili podeszła do niego i podała mu gorącą herbatę.
- Oprócz mamy, nikt się mną tak nie zajmował. - Westchnął znad parującego kubka. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. - Dodał cicho, Holly jednak doskonale go słyszała i w duchu odpowiedziała mu tym samym.
Kiedy obiad był już zjedzony, Bruno rozsiadł się wygodniej na kanapie i włączając film poklepał swoje kolana, dając Holly do zrozumienia by umieściła na nich swoją głowę. Dziewczyna położyła się. Było jej dobrze. Bruno, co jakiś czas odgarniał jej włosy, lub delikatnie gładził po policzku. Tak bardzo chciała, aby nachylił się choć trochę i dosięgną ustami jej warg. Od tak dawna byli przyjaciółmi, że nawet nie wiedziała jak przemienić to w coś więcej. No i bała się. Bała się, że kiedy związek nie wypali, to i przyjaźń legnie w gruzach. A tego by nie zniosła. Nie zdawała sobie sprawy, że jej rozmyślania były identyczne jak rozmyślania jej najlepszego przyjaciela. Wiedziała, że Bruno często rzuca jej przeróżne podteksty, obejmuje czy gładzi, jednak nie zdawała sobie sprawy, że nie są to tylko przyjacielskie wybryki. Była przekonana, że robi tak, bo ją kocha. Kocha jak siostrę, a nie jak kobietę. Dlatego też, postanowiła brać wszystko to, co może jej zaoferować i nie prosić o nic więcej. Choć czasami musiała się od niego odsunąć by najzwyczajniej na świecie się na niego nie rzucić.
  • awatar Gość: wciągające <3
  • awatar Jestem z Wenus: @brunonka: Dziękuję, mnie jest równie miło czytając te słowa :) Od dziś Twoje opowiadanie jest moim ulubionym ;) I jak to zawsze piszą dziewczyny u mnie - czekam na następny (dziwnie się czuję pisząc te słowa, to mój pierwszy raz :D )
  • awatar marthusia: :) coś mi się wydaje, że wsiąknę na dłużej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
- No i mówię wam ten facet z agencji nieruchomości miał taką minę, że… - Bruno przerwał opowieść na chwilę i odprowadził kogoś wzrokiem do baru. Philip i Ari obejrzeli się przez ramię, szukając tego co tak pochłonęło ich przyjaciela. I zobaczyli. Zielona bluzka ściśle przylegająca do ciała, czarne obcisłe jeansy i wysokie obcasy. Rude włosy jak zwykle zebrane w niedbałą kitkę. Philip pokręcił z niedowierzaniem głową i z powrotem spojrzał na twarz Bruno, który uśmiechał się pod nosem.
- Stary i masz tak zamiar sabotować każdą jej próbę znalezienia mieszkania?- Ari wziął do ręki kufel z piwem i pociągnął z niego solidny łyk. - Ale z was dwa czubki.
- Co?
- No nie mam już do was siły. Robiliśmy z chłopakami zakłady, kiedy się spikniecie, bo od samego początku, kiedy ją nam przedstawiłeś wiedziałem, że to kobieta dla ciebie. A wy ciągle nic. Pospiesz się, bo ktoś ci zgarnie z przed nosa tak fajną pannę. - Bruno otworzył oczy ze zdziwieniem, ale nie zdążył już nic odpowiedzieć, bo do stolika podeszła Holly.
- Siema Phil. - Obdarzyła chłopaka pocałunkiem w policzek. Po chwili tą samą czynność wykonała z Arim. Postawiła dwa drinki na stole, jednego przesuwając w stronę Bruno. - Czy Bruno zdążył już wam opowiedzieć, jaką dostaliśmy bure od agenta, za skorzystanie z wanny? Żeby za taką głupotę nie chcieć wynająć mi mieszkania. Phi. - Zaśmiała się i usiadła na krześle. - Widzieliście solenizanta? Szukam go, od kiedy weszliśmy, ale ciągle mi umyka. A gdzie są wasze drugie połówki? - Holly jak zwykle mówiła szybko, nie czekając na odpowiedzi. - Oho, widzę Boba. Zaraz wracam i porywam was na parkiet. - Powiedziała wstając i krzycząc życzenia urodzinowe podbiegła do jubilata.
- Wulkan energii. - Philip zaśmiał się i ponownie zwrócił w kierunku Bruno. - Zacznij działać, bo dość mamy patrzenia jak się męczysz! - Bruno parokrotnie zamrugał powiekami.
- Aż tak to widać? - Zapytał cicho.
- Stary, od półtora roku nie widzieliśmy cię z inną laską. Wszystkie zbywasz, a dla Holl zawsze znajdziesz czas, choćby oznaczało to pięciogodzinną jazdę samochodem zaraz po koncercie. - Ari poklepał kumpla po ramieniu. - Ale jak na moje to ty też nie jesteś jej obojętny. - Dodał i odszedł w stronę swojej dziewczyny. Phil pokiwał głową i również zniknął podążając w stronę swojej narzeczonej. Bruno z westchnieniem oparł głowę na rękach i zamyślił się. Od tak dawna są z Holly przyjaciółmi, że nawet nie wiedział jak przemienić to w coś więcej. No i bał się. Bał się, że kiedy związek nie wypali, to i przyjaźń legnie w gruzach. A tego by nie zniósł.
Poczuł na swoich plecach lekki dotyk dłoni. Nie musiał się odwracać, żeby wiedzieć, że to ona. Słodki zapach jej perfum, połączony z kokosową wonią szamponu do włosów, dotarł do niego szybciej niż jej słowa.
- Wszystko dobrze? - Przełożyła swoją dłoń na kark chłopaka, zatapiając palce w jego włosach. Zawsze tak robiła, kiedy starała się go uspokoić. Podniósł głowę i gdy tylko zobaczył jej zatroskane spojrzenie uśmiechnął się.
- Teraz już tak. - Odparł parafrazując jej niedawne słowa i chwycił ją za rękę wyciągając tym samym na parkiet. Kiedy znaleźli się pośrodku sali okręcił ją wokół jej osi i przycisnął do siebie delikatnym ruchem. Zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w jego tors. Pomimo obcasów sięgała mu czubkiem głowy zaledwie do nosa. Pochylił się i zanucił jej wprost do ucha
- Kiedy widzę twoją twarz nie ma rzeczy, którą bym zmienił bo jesteś fantastyczna taka jaka jesteś. - Holly w odpowiedzi zachichotała i na chwilę odsuwając się z jego objęć spojrzała w brązowe tęczówki.
- To będzie nowa piosenka? Będzie hitem. - Powiedziała i z powrotem wtuliła się w jego barki ignorując ciche westchnienie wydobywające się z jego gardła. Poczuła jak ręka Bruna delikatnie zsuwa się z jej pleców i wędruje na pośladki po chwili odepchnął ją lekko jedną ręką od siebie, nie puszczając jednak jej drugiej dłoni. Holly okręciła się szybko i płynnym ruchem wróciła do chłopaka, który lekkim szarpnięciem zmusił ją do stanięcia do niego tyłem. Przez parę kolejnych sekund poruszali biodrami w tym samym rytmie, czując dokładnie swoje ciała. Przy końcu piosenki Bruno ponownie obrócił dziewczynę zmuszając ją tym samym do kolejnego obrotu, po czym złapał ją w talii i przechylił mocno w tył, jednocześnie samemu się pochylając. Ich twarze oddzielał teraz niecały centymetr. Trwali tak przez moment, który wydawał się im wiecznością. Nie zauważyli nawet swoich przyjaciół przyglądających się im z drugiego końca sali, którzy szczerze trzymali kciuki za ten związek.
Do niczego jednak nie doszło. Bruno wyprostował się pociągając za sobą Holly, która przez chwilę stała w bezruchu intensywnie wpatrując się w swojego przyjaciela. Bezwiednie wygładzała niewidoczne marszczenia na swojej bluzce. Po chwili potrząsnęła głową i jakby budząc się z transu roześmiała.
- Zapomniałam już, jaki dobry z ciebie tancerz! - Dodała, a ich mini fanclub stojący naprzeciwko kolejny raz załamał ręce nad ich okropnym brakiem odwagi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Plany na dziś? - Bruno zapytał Holly łapiąc tosta z serem z talerza, który mu podała. - Mmm może nie wyprowadzaj się i spędzaj ze mną tak każdy poranek co? - Wyszczerzył zęby. - Prawie jak w małżeństwie.
- Prócz jednego szczegółu.
- Ten szczegół możemy zmienić. Nawet i teraz.- Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Wiedziała, że żartuje, jednak dostrzegła jakiś dziwny błysk w tak dobrze znanych jej oczach.
- Perwers, ale wracając do planów, to jestem umówiona z agentem nieruchomości, żeby popytać o mieszkania a wieczorem Bob zaprosił nas na imprezę urodzinową. - Bruno pokiwał głową.
- Mofemy ić kcie kcesz. - Wymamrotał po chwili, mając zapchane usta tostem. - Pod farunkiem sze łobisz też kolacje. - Holly poklepała go po głowie i skierowała się do łazienki.
- Bądź gotowy na jedenastą. Nie możemy się spóźnić. - Rzuciła na odchodnym i poszła wziąć prysznic. W pokoju wykonała staranny makijaż i stojąc w samych majtkach zastanawiała się co na siebie włożyć.
- Już powinniśmy wychodzić. Właściwie to nawet dziesięć minut temu. - Usłyszała z korytarza głos Bruna. W panice, chwyciła białą lnianą sukienkę, pierwszą, która wpadła jej w ręce. Wciągnęła ją na siebie i związała włosy w niedbałego kucyka.
- Gotowa. - Powiedziała wychodząc do niego. Chwyciła torebkę i ruszyła przed siebie. Bruno złapał taksówkę, gdy przypomniało jej się, że zostawiła telefon na górze. Wróciła się do mieszkania i kiedy zbiegła na dół taksówki już nie było.
- Kurde! - Krzyknęła. - Zawsze muszę się spóźniać. Gdybyś się tak nie grzebał, to byśmy się wyrobili idealnie. - Fuknęła w stronę Bruna, który tylko ze śmiechem pokręcił głową. - Już nie złapiemy żadnej taksówki. Pojedziemy metrem. - Ruszyła dziarskim krokiem.
Na miejsce przybyli grubo po umówionej godzinie. Holly zacisnęła usta w cienką linie i z dziarską miną weszła do budynku należącego do agencji nieruchomości.
- Dzień dobry. - Przywitała się podając młodemu mężczyźnie rękę.
- Dzień dobry. Peter Sarwantez. - Odpowiedział odwzajemniając uścisk dłoni i sprawdzając coś w papierach leżących na biurku. - Państwo Cole tak? Szukamy mieszkania idealnego dla młodego małżeństwa racja? - Bruno podniósł brew do góry i po chwili ryknął śmiechem otaczając Holly ramieniem.
- Niestety jeszcze nie małżeństwo. Byliśmy umówieni godzinę temu, jednak nie zdążyliśmy dotrzeć na czas. - Agent ponownie sprawdził coś w swoim notesie i kiwnął kłową, a Holly wciąż w uszach brzęczały słowa - jeszcze nie.
- Ah tak. Pani Holly McRic. Miałem dla pani idealne mieszkanie, jednak ktoś panią ubiegł, ale zapraszam za mną. Tu za rogiem jest bardzo przyjemny apartament. - Mężczyzna złapał marynarkę i ruchem ręki poprosił Holly i Bruno o wyjście. Po drugiej stronie ulicy, tuż za rogiem znajdował się wieżowiec.
- Trzecie piętro. - Powiedział do windowego i rozpoczął wesołą pogawędkę z Holly. Bruno w tym czasie zatopiony był w swoich myślach bezwiednie wciąż oplatając ramię swojej przyjaciółki.
- Nie, to mój najlepszy przyjaciel. - Usłyszał po chwili. - Ale wiele osób nas o to pyta. - Bruno spojrzał się na agenta nieruchomości i zacisnął pięść. Ten palant ją najwyraźniej podrywał. Mocniej przygarnął ją do siebie wkładając palec w szlufkę jej spodni. Spojrzała się na niego ze zdziwieniem ale nic nie powiedziała.
Mieszkanie, po którym oprowadzał ich Peter okazało się piękne. Duża, jasna sypialnia z balkonem. Salon i jadalnia.
- A tu mamy…
- O boże. - Holly westchnęła wchodząc do najpiękniejszej łazienki, jaką w życiu widziała. - Mogę?
- Jasne. - Chłopcy roześmieli się. Po chwili jednak patrząc na siebie spode łba zamilkli obaj. - Nie przejmuj się. Większość kobiet tak reaguje. - Dodał Peter patrząc jak Holly zdejmuje buty i wchodzi do ogromnej wanny. - Będę czekał na dole. Naradźcie się i dajcie mi odpowiedź. - Powiedział i opuścił mieszkanie.
- Nie zgadzam się, żebyś kąpała się tu sama. Możesz się utopić. - Bruno zaśmiał się siadając na brzegu wanny, w której była.
- To kąp się ze mną. - Rzuciła całkiem bezwiednie niewiele myśląc nad przekazem tych słów. Bruno przygryzł wargę i po chwili w jego głowie zrodził się szatański pomysł. Powoli przykucnął pochylając twarz w stronę twarzy Holly. Ta zamrugała parokrotnie nie wiedząc czego ma się spodziewać. Wstrzymała oddech, kiedy usta Bruno znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jej. Chłopak powoli sięgnął ręką za jej plecy. W stronę kurka z wodą.
- Oszalałeś! - Wykrzyknęła po chwili czując mokre krople spływające jej po plecach. - Bruno, ja cię normalnie zabije! - Dodała pociągając go za koszulę, tak, że wpadł do wanny powoli wypełniającej się wodą. Ich twarze ponownie były na tej samej wysokości, a ciała przylegały do siebie tak ściśle, że nie zmieściłaby się między nie nawet kartka papieru. Bruno uśmiechnął się i delikatnym ruchem ręki odgarnął jej kosmyk mokrych włosów za ucho. Podpierał się na jednej ręce, by nie przygnieść jej ciężarem swojego ciała i wpatrywał się w tak dobrze znane mu oczy.
- Złaź ze mnie! - Po chwili powiedziała Holly lekko łamiącym się głosem. - Zobacz jak wyglądamy! - Dodała już pewniej i powoli wygramoliła się z wanny, przez ułamek sekundy zauważając zasmuconą minę swojego najlepszego przyjaciela. - Jak zmokła kura.
- Dla mnie jesteś piękna, taka jaka jesteś. - Bruno zdjął mokrą koszulę pozostając w białym t-shircie. Odwrócił się do Holly i zamarł z uśmiechem na ustach wpatrując się w jej niewielki biust. Dziewczyna zmarszczyła brwi i powędrowała za jego wzrokiem. Biała lniana sukienka, którą założyła była zupełnie mokra, a co za tym idzie prześwitująca.
- Chyba ktoś zapomniał ubrać stanika. - Bruno zaśmiał się i włożył ręce w kieszenie spodni.
- Zabije cię. - Holly wycedziła przez zaciśnięte usta. - Dawaj tą koszulę! I przestań się gapić!
- Chciałbym, ale jestem tylko mężczyzną, to silniejsze ode mnie. - Powiedział podając jej kraciastą, o wiele za dużą na nią koszulę. Ubrała ją i zawiązała jak bolerko, co spowodowało ciche westchnienie Bruno, kiedy zasłoniła, to co przez dłuższą chwilę pozostawało odsłonięte.
- Ciekawe czy jak tak wyjdziemy to wynajmie mi mieszkanie.
- Przekonajmy się. - Powiedział, kładąc jej rękę na plecach i wypychając z łazienki. Holly ostatni raz rzuciła tęskne spojrzenie w stronę wanny i posłusznie podreptała za Bruno.
  • awatar Gość: Wszystkie odcinki są świetne. Czekam na następny odcinek :D
  • awatar Only When You're Lonely: Fajny ten odcinek ;) Hahah :*
  • awatar brunonka: Dzięki dziewczyny :) Cieszę się, że Wam się podoba :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Czerwcowe noce w tym roku były wyjątkowo ciepłe. Upał, który towarzyszył ludziom w ciągu dnia stawał się możliwy do zniesienia jedynie późnym wieczorem. Powietrze było ciężkie i duszące. Holly wyszła z pod prysznica i ubrała piżamę składającą się z koszulki na ramiączkach i krótkich bawełnianych spodenek. Przeczesała mokre włosy grzebieniem, próbując ujarzmić powstające na nich fale i wyszła z łazienki kierując się do pokoju gościnnego. Była strasznie zmęczona. Upały i przeprowadzka to nie jest dobry duet. Siadła na łóżku i rozejrzała się. Tyle razy już tu sypiała. Zawsze, kiedy wracali z Bruno z jakiejś imprezy i nie chciało jej się jechać do jej własnego mieszkania zostawała tu, jednak nigdy nie było tu wszystkich jej rzeczy. Sypiała wtedy przeważnie w męskiej koszulce chłopaka zajmującego sypialnie obok, robiła rano śniadanie i znikała leczyć kaca u siebie. Teraz jednak, chwilowo to był jej dom. Podskoczyła na łóżku, kiedy usłyszała grzmot za oknem. Po chwili deszcz zaczął miarowo uderzać w szybę. Z kolejnym hukiem i błyskiem serce zabiło jej mocniej. Od dziecka bała się burzy. Zacisnęła pięści i pobiegła do Bruna. Stojąc przed jego drzwiami zapukała cicho i po wesołym - właź- wślizgnęła się do jego pokoju. Leżał na swoim łóżku w samych bokserkach pobrzękując coś na ukulele. Szybko prześlizgnęła wzrokiem po jego prawie, że nagim ciele ignorując dreszcz przechodzący po jej ciele. Przecież widziała go takiego już nie raz.
- Burza co? - Spytał a ona tylko skinęła głową. Bruno poklepał miejsce obok siebie. Podeszła i wskoczyła mu na łóżko.
- Co grasz? - Spytała sadowiąc się wygodnie i wtulając twarz w jego poduszkę. Pachniała tak pięknie i bezpiecznie, że przez chwilę zastygła w tej pozycji.
- Piszę nową piosenkę. - Odpowiedział po chwili, przygarniając ją ramieniem, kiedy do ich uszu dotarł kolejny grzmot.
- Zagraj. - Wyszeptała. Bruno zaczął delikatnie uderzać palcami w struny.
- A tekst? - Spytała cicho opierając się na jego torsie. Bruno patrzył na nią przez chwilę. Widział jak zmaga się ze snem. Jak jej powieki opadają a oddech staje się coraz głębszy. Najciszej jak tylko umiał zaczął śpiewać

If you toss and you turn and you just can't fall asleep
I'll sing a song
beside you
And if you ever forget how much you really mean to me
Everyday I will
remind you

Ohh
Find out what we're made of
What we are called to help our friends in need

You can count on me like 1 2 3
I'll be there
And I know when I need it I can count on you like 4 3 2
You'll be there
Cause that's what friends are supposed to do, oh yeah

Kiedy skończył odgarnął jej włosy z czoła i przykrył kocem. Wymamrotała coś przez sen i przekręciła się na bok.

Obudziły ją pierwsze promienie słońca wpadające przez okno. Przez chwilę zastanawiała się gdzie jest i jak się tu znalazła. Uniosła głowę go góry i jej oczom ukazała się spokojna twarz śpiącego Bruna. Rozchylił delikatnie wargi i oddychał miarowo. Ułożyła głowę z powrotem na jego torsie i trwała tak jeszcze przez chwilę bezwiednie wodząc palcem po jego klatce piersiowej. Nie zauważyła nawet momentu, kiedy się obudził. On też nie zamierzał przeszkadzać jej w tej czynności. Było mu dobrze. Miał wolny dzień i swoją ulubioną kobietę w łóżku. Zachichotał na samo brzmienie tych słów w jego głowie. Holly była jego przyjaciółką. Musiał ostatnio coraz częściej to sobie powtarzać.
- Co się śmiejesz?
- Bo mnie gilgoczesz, ale miło się budzić w taki sposób.
  • awatar Gość: Naprawdę fajnie się czyta Twoje opowiadanie ;)) Jest takie lekkie, pełne życia. Holly jest świetna ;D
  • awatar Only When You're Lonely: fajne to opowiadanie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Boże! Ile można mieć szpargałów! - Wykrzyknął łapiąc się za głowę. - Kobieto, przecież nie potrzebne ci jest chyba osiem patelni!
- Bruno, Bruno, Bruno- Powiedziała łapiąc się za boki i przybierając minę wrednej nauczycielki. - Jak wy faceci nie wiecie nic o życiu. To jest patelnia do naleśników, ta jest do dań chińskich, na tej smażę jajka. - Mówiła ustawiając karton ze sprzętami domowymi.
- A ta? - Wskazał ruchem głowy na jedną z większych, leżącą na samej górze kolejnego kartonu.
- Ta jest żeby bić cię w łep. - Uśmiechnęła się i wytchnęła mu język. - Nie ma sensu tego rozpakowywać. Wyniosę się za parę dni. Mógłbyś po prostu ustawić te kartony gdzieś w kącie, żeby nie przeszkadzały co? - Oparła się o blat stołu i obserwowała zmagania swojego przyjaciela. Widziała jak mięśnie Bruna delikatnie napinają się, kiedy podnosił ciężkie pudła i jak ładnie opina się wtedy jego koszulka. Zmrużyła oczy, kiedy ów t-shirt podwinął się nieznacznie, gdy wkładał coś do półki. Jej oczom ukazały się niebieskie bokserki delikatnie wystające znad linii spodni. Przeniosła wzrok niżej.
- Gapisz się na mnie! - Usłyszała głos Bruna, który wyrwał ją z zamyślenia. Powiedział to pomimo, że stał do niej tyłem. - Czuję to.
- Chciałbyś. - Rzuciła luźnym tonem, karcąc się w myślach za nieprzyzwoite wyobrażenia na temat swojego najlepszego kumpla. - Zrobię nam coś do picia co?
- Zrób. - Wyprostował się i przeciągnął. - Zmęczyła mnie ta twoja przeprowadzka.
- Nie narzekaj. Nie jedna osoba dałaby się zabić za taką współlokatorkę. - Holly roześmiała się dłońmi wskazując na siebie. Bruno podążył wzrokiem za jej rękoma.
- Taaa. - Powiedział wkładając dłonie w kieszenie spodni. - Idę na balkon. Przyjdź zaraz. Musimy jeszcze ustalić parę rzeczy. - Skierował swoje kroki w stronę drzwi, przed wyjściem raz jeszcze spoglądając na rudowłosą istotę, którą tak uwielbiał. Oparł się o balustradę balkonu obserwując Nowojorskie życie. Przypomniał sobie jak smutne i puste było zanim ją poznał. Już pierwszego dnia ich znajomości zdążyła go zrugać za to, że niechcący na nią wpadł, nawet za to, że wylała na niego kawę. Jej ulubioną kawę. Kochał w niej dosłownie wszystko. Jej szczery uśmiech i wielkie brązowe oczy. Rude włosy tak ładnie mieniące się w świetle słońca i zadarty nosek. Piegi i dołek w policzku. To, że jak sama mówiła, miała metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Uwielbiał nawet to wieczne narzekanie na brak piersi. Dla niego była najpiękniejszą kobietą na ziemi. Jego ukochaną przyjaciółką.
Poczuł na ramieniu lekki dotyk jej dłoni. Podała mu mrożoną kawę.
- O czym myślisz? - Spytała stając obok.
- O tobie. - Odpowiedział po prostu posyłając jej uśmiech. Stali tak przez chwilę patrząc na zachodzące słońce.
- Pomożesz mi jutro poszukać innego lokum?
- Mieszkasz ze mną od dwóch godzin i już się wyprowadzasz? - Zaśmiał się i wypił łyk napoju.
- Dzieciak z ciebie. - Powiedziała i starła mu z górnej wargi odrobinę pianki, która mu na nich pozostała. Niewiele myśląc wsadziła palec do buzi i zlizała to, co na nim było. Bruno ani drgnął, tylko wpatrywał się w nią intensywnie, ale Holly zdawała się tego nie zauważać.
  • awatar my-bruno: Fajnie się zapowiada :) Powodzenia życzę ;)
  • awatar Gość: Właśnie przeczytałam twoje 2 odcinki i jestem zachwycona ;) Naprawdę. Jedno z lepszych opowiadań na tej stronie. Mam nadzieję, że nie zawiesisz tego bloga po 3-4 wpisach i dalej będziesz publikowała swoje opowiadanie. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak zwykle była spóźniona. Szybkim krokiem przemierzała chodnik, nie zwracając uwagi na witryny sklepów. Nogi bolały ją niemiłosiernie, ale niski wzrost trzeba było sobie jakoś rekompensować. Zacisnęła zęby i pomimo parocentymetrowych szpilek ruszyła jeszcze szybciej. Oczami wyobraźni widziała już jego minę, kiedy jak zwykle wpadnie zziajana mamrocząc pod nosem przekleństwa i przeprosiny zarazem. Pomimo całej złości, która w niej buzowała zachichotała na samą myśl o wyrazie jego twarzy. Jakiś chłopak w szerokich spodniach spojrzał się na nią i uśmiechnął się pod nosem. No tak. Typowa wariatka. Biegnie ulicą i śmieje się do siebie. Po chwili była już u celu. Odźwierny skinął jej na powitanie, w końcu bardzo często bywała w tym miejscu. Paroma skokami pokonała schody i nawet niefatygując się o zapukanie wparowała do mieszkania znajdującego się przy jednej z bardziej ruchliwych ulic w Nowym Yorku.
- Bruuuuno! - Zawoła już od progu. - Tak strasznie cię przepraszam Skarbie, ale jak zwykle najpierw przedłużyło mi się spotkanie, potem ten cholerny taksówkarz uciekł mi sprzed nosa a na koniec tego powalonego dnia dostałam wypowiedzenie od właściciela mieszkania! - Rzuciła szpilki w kąt przedpokoju i na bosych nogach pobiegła do pokoju. Rozejrzała się po nim, jednak nie zauważając tam osoby, której szukała krzyknęła- Bruno! Gdzieś ty się podział do jasnej… - nie zdążyła dokończyć, gdy z balkonu wynurzyła się głowa jej najlepszego przyjaciela.
- Tu jestem. - Uśmiechnął się i wyciągnął ręce w jej stronę. - Spóźniłaś się tylko czterdzieści minut. Co tym razem cię zatrzymało? - Uniósł jeden kącik ust do góry czekając na wyjaśnienia.
- Nie słyszałeś nic z tego co krzyczałam przed chwilą? - Zapytała podchodząc do niego i wtulając się w jego tors.
- Eee… no niestety. - Cmoknął ją w czoło. - Co się stało? - Zapytał. Kiedy przez dłuższą chwilę nie odpowiadała dodał - Wszystko w porządku Bąblu?
- Teraz już tak. - Powiedziała wciąż z twarzą wtuloną w jego klatkę piersiową. Poczuła drżenie, kiedy zachichotał.
- Znowu wpadałaś w swoją dolinę rozpaczy, bo świat sprzysiągł się przeciwko tobie? Chodź do kuchni, zrobię nam jakiejś herbatki.
- Mówiąc szczerze wolałabym drinka.
Uśmiechnął się i pośpieszył w stronę barku. Wyciągnął z niego whisky i pokazał jej butelkę, kiedy z aprobatą skinęła głową sięgnął po dwie szklanki i wypełnił je złotawym alkoholem, po chwili do jednej dolał odrobinę coli i podał dziewczynie.
- No to co się stało?
- Zacząć od rzeczy małych czy najbardziej dramatycznych? - Spytała odgarniając pasmo rudych włosów za ucho. Widziała jak jego brew uniosła się ku górze. Zawsze tak robił, kiedy się dziwił.
- Zdecydowanie najgorszych.
- Jestem bezdomna. - Wzruszyła ramionami i pociągnęła solidny łyk swojego drinka. - Jutro mam się wynieść. Mówiłam ci, że urządzanie imprezy urodzinowej w moim mieszkaniu źle się skończy. Dziś dostałam wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym. - Bruno roześmiał się. Wiedziała, że taka będzie jego reakcja. Nigdy niczym się nie przejmował i zawsze powtarzał, że może być gorzej. - Nie śmiej się. Nie mam zamiaru mieszkać pod mostem. Muszę szybko znaleźć nowe lokum.
- Oh Holly, przecież wiesz, że możesz zatrzymać się u mnie. - Uśmiechnął się pokazując rząd równych, białych zębów. - Będziesz gotować mi obiady i sprzątać. - Wstała i uderzyła go pięścią w ramie. Po chwili jednak dodała
- Dzięki.
 

 
Lubię pisać. Nie zawsze mam czas i wenę ale mam nadzieje, że choć trochę się Wam spodoba
Konstruktywna krytyka również mile widziana.